Nawiązując do własnego artykułu nt. przyszłości Bombonery (link tutaj), napiszę krótko o nietypowych dla nas Europejczyków zwyczajach panujących w Ameryce Południowej. W Brazylii z okazji Mundialu odnowiono (w praktyce zbudowano od nowa) wszystkie główne stadiony. Przebudowa (a w zasadzie budowa od nowa) dotknęła też obiekt użytkowany przez Gremio Porto Alegre. Stary i wysłużony obiekt przypominający nasz Śląski przed przebudową został zastąpiony zupełnie nowym (patrz niżej).
W Brazylii udało się wybudować skrajnie nowoczesny obiekt, nie udało się tylko wyrugować z niego ... miejsc stojących. Fani Gremio bronili ich, jak niepodległości. Ostatecznie na nowej arenie wyodrębniono trybunę z ponad pięcioma tysiącami miejsc stojących. Ale fani walczyli dalej. O co? Otóż walczyli o brak barier poprzecznych, czyli tak zwanych łamaczy fal, standardowo na świecie stosowanych na trybunach bez krzeseł.
Dlaczego dla kibiców Gremio brak tychże barier był tak istotny? Wyjaśnienie jest proste. Otóż kibice tego klubu mają dość osobliwy (choć znamy w warunkach południowoamerykańskich) zwyczaj. Otóż po każdym golu robią oni tak zwaną ... lawinę.Całość polega na tym, że kilkutysięczny tłum nagle zbiega solidarnie w dół i na kilka sekund tłoczy się w niemiłosiernym ścisku. W telewizji wygląda to bardzo efektownie, ale - trzeba przyznać - nie brzmi jak zalecenie z podręcznika BHP.
Ponieważ wojny z fanami nikt rozsądny (poza, rzecz jasna, właścicielami niektórych klubów w Polsce) nie zaryzykuje, w efekcie otrzymaliśmy swoistą ciekawostkę - kuriozum. Gremio ma ultranowoczesny obiekt, w skład którego wchodzi trybuna przystosowana do ekstremalnie ryzykownych zachowań fanów (parz niżej).
Czy jest może jednak bezpiecznie? A skądże! Internet już informował o poważnym wypadku. Czy fani Gremio zrezygnowali z lawiny na trybunie Geral? Nigdy w życiu, ona stanowi o ich tożsamości.
Niniejszy tekst wpisuje się w cały zestaw artykułów o podejściu ludzi do ryzyka w warunkach rzeczywistych. Jest ono często zupełnie inne, niż w wyobrażeniach ludzi piszących ustawy, tworzących zalecenia BHP oraz układających wewnętrzne regulaminy. I często wymyka się prostemu widzenia świata. Pisał o tym - posługując się świetnymi przykładami zresztą - Jeremiasz Urzędniczysyn (Jeremy Clarkson, rzecz jasna). Pewne wątki na ten temat zawarłem też w wydanej właśnie książce (patrz tutaj).
Wkrótce zresztą pojawi się na rynku nowa pozycja, zawierająca kwintesencję nauki o finansach oraz zagadnień związanych z ryzykiem. Już dziś polecam oczekiwanie na zapowiedź.
Wykorzystane w art. zdjęcia Areny Do Gremio pochodzą z serwisu stadiony.net. Na tym portalu znajdujemy też - jakże znamienny - cytat:
"Ryzyko dla życia czy symbol klubu?
Władze Gremio uznają „avalanche” za element tożsamości klubu i
zamierzają utrzymać zwyczaj mimo kar, jakie za obrażenia kibiców
przychodzi czasem płacić. Usiłują też zminimalizować ryzyko wypadków, by
zmniejszyć krytykę w mediach. W tym celu podstawa trybuny, pod którą
znajduje się głęboka fosa, została wzmocniona by nie runąć pod naporem
kibiców – mogłoby wtedy dojść do wielkiej tragedii.
Jednak mimo kroków zapobiegawczych nie brakuje głosów, zwłaszcza w
mediach, że pozwalanie na lawiny to igranie z losem. Co prawda niemal
nigdy nie dochodzi do poważnych wypadków, ale z drugiej strony prawie co
mecz ktoś odnosi nieznaczne obrażenia – kobiety, młodzież lub
przypadkowi widzowie nieświadomi tego, jak wielką skalę ma lawina.
Dla kibiców to ryzyko jest jednak warte świeczki. Lawina to nie tylko
świętowanie gola, to święto samo w sobie. Władze Gremio mówią całkiem
poważnie, że ten niby powszechny obyczaj stał się ich symbolem – stadion
jest już miejscem wycieczek z całego świata i to nie tyle z powodu
piłkarzy, co właśnie zachowań kibiców. Czasem zdarza się, że kibice z
pozostałych trybun zamiast świętować gola odwracają się i w skupieniu
oglądają, jak tysiące ludzi rzucają się przed siebie w pędzie."
Tekst nie wymaga komentarza. Po prostu świetnie wpisuje się w nasze zagadnienia o ryzyku.
Maciej Skudlik


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz