Laura wyszła z lasu i skierowała swoje kroki w
stronę opuszczonego budynku. W szkole, w której od września się uczyła chodziły
pogłoski, że w jednym z opustoszałych domów w jej mieście straszy. Nie
uwierzyła w to ani na chwilę, ale dla zaspokojenia wewnętrznej ciekawości
postanowiła to sprawdzić, tym bardziej, że tego typu zjawiska nie były jej obce.
Przepełniona ciekawością przeszła przez niewielki plac pokryty kamieniami oraz
gruzem i znalazła się tuż przy obiekcie jej zainteresowania. Obeszła go dwa
razy wokoło, uważnie przypatrując się każdemu ubytkowi na jego powierzchni; nie
chciała niczego przeoczyć. Stanęła przed wejściem, zawiązała sznurówkę w prawym
bucie i weszła do środka.
Całość wyglądała jak zwyczajny, opuszczony budynek- szare
ściany i podłogi, odpadająca farba, pełno kurzu, brudu i gruzu. Dom był dosyć
wysoki; liczył trzy kondygnacje. Parter zdawał się być najbardziej zachowany.
Ściany działowe były prawie nieuszkodzone, sufit nie przeciekał a w jednym z
pokoi stała szafka. Mały, kwadratowy mebel wykonany z hebanowego drewna. Miał
trzy chwiejne nogi i dwie szufladki. Brunetka zajrzała do obydwóch, lecz
ujrzała tylko kurz i zerwaną pajęczynę. Idąc na pierwsze piętro, na półpiętrze
ujrzała kij w ścianie- był najzwyczajniej na świecie
wmurowany w resztę powierzchni. Pierwsze piętro było trochę bardziej zniszczone niż parter. W jednym pokoju ścianę pokrywała niewielka ilość pleśni, w innym zaś osypywała się znaczna cześć sufitu. Ostatnie, drugie piętro było w najgorszym stanie. Nad jednym z pomieszczeń brakowało dużej części dachu, w innych miejscach ten zaś przeciekał, a dziury po oknach były dwa razy większe niż powinny. Laura uważnie przyglądała się wszystkiemu co tam zastała, kilkukrotnie nawoływała różne nieokreślone postacie, lecz nic nadzwyczajnego tam nie zastała. Jedyną rzeczą, która przykuła jej uwagę był malutki kwiatek, prawdopodobnie niezapominajka, rzucona w kącie jednego z pokoi na drugim piętrze. Po około czterdziestu pięciu minutach spędzonych w budynku, postanowiła wyjść i udać się na najbliższy autobus, który odwiezie ją do domu. Skierowała się do wyjścia, ale najwidoczniej ktoś, albo coś, nie chciało jej stamtąd wypuścić. Drzwi były zamknięte. Dziewczyna ogromnie się zdziwiła, ponieważ była pewna, że wchodząc na pewno nie otwierała drzwi; nawet nie przypominała sobie, że były one zamontowane. Pomyślała, że ktoś akurat przechodził i mógł je zamknąć; po chwili namysłu nacisnęła klamkę. Drzwi nie otworzyły się. Były jak zakneblowane, albo zamknięte na klucz. Laura uważnie rozejrzała się dookoła, przeszedł ją dreszcz strachu. Po kilkunastu sekundach energicznego szarpania klamką poddała się i wróciła w głąb budynku. Stwierdziła, że wyjdzie oknem, ale jednak coś kazało jej jeszcze zostać. Powędrowała z powrotem na najwyższe piętro i rozejrzała się z okna w jednym z pokoi. Nie zauważyła niczego nadzwyczajnego, tylko zwyczajny plac i gęsty las. Kiedy dziewczyna rozglądała się po okolicy, usłyszała dochodzący z niższych pięter, przeraźliwy krzyk. Dźwięk był bardzo głośny i przenikliwy. Chwilę się wahała, aż w końcu ruszyła do schodów, aby to sprawdzić. Stąpała delikatnie, najciszej jak potrafiła. Nie wiedziała kto może tam być, wolała zachować ostrożność. Szybko dostała się na pierwsze piętro. Subtelnie zajrzała do każdego z pokoi, ale niczego nie znalazła. Postanowiła zejść na parter, tym razem prawie pewna, że coś tam znajdzie. Kiedy postawiła pierwszy krok, od razu poczuła, że coś jest nie tak. Gdy działo się coś dziwnego, Laura od razu to wyczuwała. Potrafiła rozmawiać z duchami, widzieć zmarłych, zjawy lub nawet demony. Te i inne nadprzyrodzone zdolności odziedziczyła po zmarłej trzynaście lat temu prababci. Wszystko to kontrolowała za pomocą drobnego kamienia, który zawsze wisiał na jej łańcuszku. Dostarczał jej również sił, których ubywało, gdy używała swoich umiejętności. W świecie, w którym wszyscy posiadają takie lub inne zdolności, jest on niezwykle cenny, więc pilnowała go jak największego skarbu. Kiedy zeszła ze schodów, ogarnął ją straszny chłód i uczucie strachu. Wtedy była już prawie pewna, że pogłoski ze szkoły to prawda i że musi się o tym przekonać. W tym momencie z pokoju, w którym stała hebanowa szafka, Laura usłyszała trzask. Odwróciła się powoli za siebie. Zobaczyła małą postać, prawdopodobnie dziewczynki, lecz przypominała ona bardziej cień. Była cała czarno- szara, miała niewyraźne kontury i unosiła się w powietrzu. Kolejną niepokojącą rzeczą były jej oczy. Intensywnie niebieskie, niemal lśniły wśród panującego półmroku. Na zewnątrz już jakiś czas temu zaczęło robić się ponuro i do budynku nie dochodziło żadne światło, więc było to co najmniej dziwne. Po kilku sekundach trwania w bezruchu, dziewczyna zebrała odwagę, aby się odezwać.
wmurowany w resztę powierzchni. Pierwsze piętro było trochę bardziej zniszczone niż parter. W jednym pokoju ścianę pokrywała niewielka ilość pleśni, w innym zaś osypywała się znaczna cześć sufitu. Ostatnie, drugie piętro było w najgorszym stanie. Nad jednym z pomieszczeń brakowało dużej części dachu, w innych miejscach ten zaś przeciekał, a dziury po oknach były dwa razy większe niż powinny. Laura uważnie przyglądała się wszystkiemu co tam zastała, kilkukrotnie nawoływała różne nieokreślone postacie, lecz nic nadzwyczajnego tam nie zastała. Jedyną rzeczą, która przykuła jej uwagę był malutki kwiatek, prawdopodobnie niezapominajka, rzucona w kącie jednego z pokoi na drugim piętrze. Po około czterdziestu pięciu minutach spędzonych w budynku, postanowiła wyjść i udać się na najbliższy autobus, który odwiezie ją do domu. Skierowała się do wyjścia, ale najwidoczniej ktoś, albo coś, nie chciało jej stamtąd wypuścić. Drzwi były zamknięte. Dziewczyna ogromnie się zdziwiła, ponieważ była pewna, że wchodząc na pewno nie otwierała drzwi; nawet nie przypominała sobie, że były one zamontowane. Pomyślała, że ktoś akurat przechodził i mógł je zamknąć; po chwili namysłu nacisnęła klamkę. Drzwi nie otworzyły się. Były jak zakneblowane, albo zamknięte na klucz. Laura uważnie rozejrzała się dookoła, przeszedł ją dreszcz strachu. Po kilkunastu sekundach energicznego szarpania klamką poddała się i wróciła w głąb budynku. Stwierdziła, że wyjdzie oknem, ale jednak coś kazało jej jeszcze zostać. Powędrowała z powrotem na najwyższe piętro i rozejrzała się z okna w jednym z pokoi. Nie zauważyła niczego nadzwyczajnego, tylko zwyczajny plac i gęsty las. Kiedy dziewczyna rozglądała się po okolicy, usłyszała dochodzący z niższych pięter, przeraźliwy krzyk. Dźwięk był bardzo głośny i przenikliwy. Chwilę się wahała, aż w końcu ruszyła do schodów, aby to sprawdzić. Stąpała delikatnie, najciszej jak potrafiła. Nie wiedziała kto może tam być, wolała zachować ostrożność. Szybko dostała się na pierwsze piętro. Subtelnie zajrzała do każdego z pokoi, ale niczego nie znalazła. Postanowiła zejść na parter, tym razem prawie pewna, że coś tam znajdzie. Kiedy postawiła pierwszy krok, od razu poczuła, że coś jest nie tak. Gdy działo się coś dziwnego, Laura od razu to wyczuwała. Potrafiła rozmawiać z duchami, widzieć zmarłych, zjawy lub nawet demony. Te i inne nadprzyrodzone zdolności odziedziczyła po zmarłej trzynaście lat temu prababci. Wszystko to kontrolowała za pomocą drobnego kamienia, który zawsze wisiał na jej łańcuszku. Dostarczał jej również sił, których ubywało, gdy używała swoich umiejętności. W świecie, w którym wszyscy posiadają takie lub inne zdolności, jest on niezwykle cenny, więc pilnowała go jak największego skarbu. Kiedy zeszła ze schodów, ogarnął ją straszny chłód i uczucie strachu. Wtedy była już prawie pewna, że pogłoski ze szkoły to prawda i że musi się o tym przekonać. W tym momencie z pokoju, w którym stała hebanowa szafka, Laura usłyszała trzask. Odwróciła się powoli za siebie. Zobaczyła małą postać, prawdopodobnie dziewczynki, lecz przypominała ona bardziej cień. Była cała czarno- szara, miała niewyraźne kontury i unosiła się w powietrzu. Kolejną niepokojącą rzeczą były jej oczy. Intensywnie niebieskie, niemal lśniły wśród panującego półmroku. Na zewnątrz już jakiś czas temu zaczęło robić się ponuro i do budynku nie dochodziło żadne światło, więc było to co najmniej dziwne. Po kilku sekundach trwania w bezruchu, dziewczyna zebrała odwagę, aby się odezwać.
-Cześć...- wypowiedziała
złamanym ze strachu głosem, niemalże szepcząc.
-Co tutaj
robisz?-spytała z nutą rezygnacji, widząc wcześniejszą reakcję dziewczynki, a
raczej jej brak.
-Gdzie są
twoi rodzice? Przyszłaś tutaj z nimi? Wiedzą że tu jesteś? A może przyszłaś z
koleżanką? Albo z ciocią, babcią? Jak masz na imię? Słyszysz mnie?- Laura
zadawała pytania z prędkością światła, byleby tylko uniknąć krępującej ciszy i
panującej wówczas bezsilności i zakłopotania. Jedyną odpowiedzią ze strony
ciemnej postaci było spuszczenie głowy tak, że brunetka nie widziała już jej
lśniących oczu.
-Możesz już
sobie iść, nie lubię, kiedy ktoś mnie odwiedza.- wyrzuciła z siebie drobna
dziewczynka. W mgnieniu oka podbiegła do zagubionej Laury i boleśnie zraniła ją
w szyję. Nie przypominała już osieroconej kilkulatki, była bardziej jak ciemna
masa, która ugodziła ją swoimi szponami i jako równie bezkształtna plama
rozpłynęła się w powietrzu. Przerażona nastolatka pobiegła do drzwi
wyjściowych, które tym razem otworzyły się bez najmniejszego problemu.
* * *
Deszcz nieustannie spływał obfitymi strugami po
szybach autobusu. Poruszanie się komunikacją miejską w deszczowe,
poniedziałkowe popołudnie zdecydowanie nie należy do najprzyjemniejszych.
Pomimo dość wczesnej godziny, przez taką pogodę nawet we wrześniu niebo
szarzało już po osiemnastej. Laura wsiadła do autobusu na przystanku w centrum
miasta. Przedarła się przez wychodzących ludzi i usiadła na siedzeniu w tylnej
części autobusu. Założyła słuchawki na uszy i starała się uspokoić wszelkie
niepokojące myśli. Ściekająca z jej ubrań woda tworzyła niewielkie kałuże pod
jej stopami. Nieszczelne buty dawały o sobie znać; dziewczyna była cała
przemoczona i wyziębiona. Marzyła o tym, żeby znaleźć się w domu, pod grubym
kocem, z kubkiem gorącej herbaty i dobrą książką w ręku. Niestety, są
ważniejsze sprawy, przez które właśnie za wszelką cenę musiała się dostać na
drugi koniec miasta.
Po niecałych trzydziestu minutach jazdy w autobusie,
brunetka wysiadła na ostatnim przystanku przed zajezdnią. Zapięła ciemnoszarą
kurtkę do połowy i włożyła czapkę na głowę. Skierowała się w stronę gęstego
lasu i ruszyła szybkim krokiem. Rozmokłe liście i woda w butach niemiłosiernie
chlupały, wydając przy tym nieznośny dźwięk. Od kilku dni słabła coraz
bardziej, dokładniej od nieszczęśliwej wyprawy do opuszczonego budynku. Kiedy
bliżej nieokreślona postać ją zaatakowała, bardzo boleśnie zraniła nastolatkę w
szyję. Wskutek tego powstały trzy, niezbyt głębokie, aczkolwiek duże
zadrapania. Musiała długo tłumaczyć się rodzicom i znajomym, że "to tylko
kot". I tak było to niczym w porównaniu z tym, że w trakcie ataku Laurze
zerwał się łańcuszek. Nie wiedziała, czy był to czysty przypadek, czy też
został zerwany specjalnie, dla cennego kamienia. Utrzymywał ją przy
życiu-odzyskanie go było dla niej niezbędne. Nie potrafiła bez niego normalnie
funkcjonować, więc stwierdziła, że najrozsądniejszym wyjściem będzie powrót do
nawiedzonego domu. (cdn.)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz