wtorek, 17 listopada 2015

Wiktoria Laskowska. Naszyjnik (1/2) - III miejsce (ex aequo) w konkursie literackim




Laura wyszła z lasu i skierowała swoje kroki w stronę opuszczonego budynku. W szkole, w której od września się uczyła chodziły pogłoski, że w jednym z opustoszałych domów w jej mieście straszy. Nie uwierzyła w to ani na chwilę, ale dla zaspokojenia wewnętrznej ciekawości postanowiła to sprawdzić, tym bardziej, że tego typu zjawiska nie były jej obce. Przepełniona ciekawością przeszła przez niewielki plac pokryty kamieniami oraz gruzem i znalazła się tuż przy obiekcie jej zainteresowania. Obeszła go dwa razy wokoło, uważnie przypatrując się każdemu ubytkowi na jego powierzchni; nie chciała niczego przeoczyć. Stanęła przed wejściem, zawiązała sznurówkę w prawym bucie i weszła do środka.
Całość wyglądała jak zwyczajny, opuszczony budynek- szare ściany i podłogi, odpadająca farba, pełno kurzu, brudu i gruzu. Dom był dosyć wysoki; liczył trzy kondygnacje. Parter zdawał się być najbardziej zachowany. Ściany działowe były prawie nieuszkodzone, sufit nie przeciekał a w jednym z pokoi stała szafka. Mały, kwadratowy mebel wykonany z hebanowego drewna. Miał trzy chwiejne nogi i dwie szufladki. Brunetka zajrzała do obydwóch, lecz ujrzała tylko kurz i zerwaną pajęczynę. Idąc na pierwsze piętro, na półpiętrze ujrzała kij w ścianie- był najzwyczajniej na świecie
wmurowany w resztę powierzchni. Pierwsze piętro było trochę bardziej zniszczone niż parter. W jednym pokoju ścianę pokrywała niewielka ilość pleśni, w innym zaś osypywała się znaczna cześć sufitu. Ostatnie, drugie piętro było w najgorszym stanie. Nad jednym z pomieszczeń brakowało dużej części dachu, w innych miejscach ten zaś przeciekał,  a dziury po oknach były dwa razy większe niż powinny. Laura uważnie przyglądała się wszystkiemu co tam zastała, kilkukrotnie nawoływała różne nieokreślone postacie, lecz nic nadzwyczajnego tam nie zastała. Jedyną rzeczą, która przykuła jej uwagę był malutki kwiatek, prawdopodobnie niezapominajka, rzucona w kącie jednego z pokoi na drugim piętrze. Po około czterdziestu pięciu minutach spędzonych w budynku, postanowiła wyjść i udać się na najbliższy autobus, który odwiezie ją do domu. Skierowała się do wyjścia, ale najwidoczniej ktoś, albo coś, nie chciało jej stamtąd wypuścić. Drzwi były zamknięte. Dziewczyna ogromnie się zdziwiła, ponieważ była pewna, że wchodząc na pewno nie otwierała drzwi; nawet nie przypominała sobie, że były one zamontowane. Pomyślała, że ktoś akurat przechodził i mógł je zamknąć; po chwili namysłu nacisnęła klamkę. Drzwi nie otworzyły się. Były jak zakneblowane, albo zamknięte na klucz. Laura uważnie rozejrzała się dookoła, przeszedł ją dreszcz strachu. Po kilkunastu sekundach energicznego szarpania klamką poddała się i wróciła w głąb budynku. Stwierdziła, że wyjdzie oknem, ale jednak coś kazało jej jeszcze zostać. Powędrowała z powrotem na najwyższe piętro i rozejrzała się z okna w jednym z pokoi. Nie zauważyła niczego nadzwyczajnego, tylko zwyczajny plac i gęsty las. Kiedy dziewczyna rozglądała się po okolicy, usłyszała dochodzący z niższych pięter, przeraźliwy krzyk. Dźwięk był bardzo głośny i przenikliwy. Chwilę się wahała, aż w końcu ruszyła do schodów, aby to sprawdzić. Stąpała delikatnie, najciszej jak potrafiła. Nie wiedziała kto może tam być, wolała zachować ostrożność. Szybko dostała się na pierwsze piętro. Subtelnie zajrzała do każdego z pokoi, ale niczego nie znalazła. Postanowiła zejść na parter, tym razem prawie pewna, że coś tam znajdzie. Kiedy postawiła pierwszy krok, od razu poczuła, że coś jest nie tak. Gdy działo się coś dziwnego, Laura od razu to wyczuwała. Potrafiła rozmawiać z duchami, widzieć zmarłych, zjawy lub nawet demony. Te i inne nadprzyrodzone zdolności odziedziczyła po zmarłej trzynaście lat temu prababci. Wszystko to kontrolowała za pomocą drobnego kamienia, który zawsze wisiał na jej łańcuszku. Dostarczał jej również sił, których ubywało, gdy używała swoich umiejętności. W świecie, w którym wszyscy posiadają takie lub inne zdolności, jest on niezwykle cenny, więc pilnowała go jak największego skarbu. Kiedy zeszła ze schodów, ogarnął ją straszny chłód i uczucie strachu. Wtedy była już prawie pewna, że pogłoski ze szkoły to prawda i że musi się o tym przekonać. W tym momencie z pokoju, w którym stała hebanowa szafka, Laura usłyszała trzask. Odwróciła się powoli za siebie. Zobaczyła małą postać, prawdopodobnie dziewczynki, lecz przypominała ona bardziej cień. Była cała czarno- szara, miała niewyraźne kontury i unosiła się w powietrzu. Kolejną niepokojącą rzeczą były jej oczy. Intensywnie niebieskie, niemal lśniły wśród panującego półmroku. Na zewnątrz już jakiś czas temu zaczęło robić się ponuro i do budynku nie dochodziło żadne światło, więc było to co najmniej dziwne. Po kilku sekundach trwania w bezruchu, dziewczyna zebrała odwagę, aby się odezwać.                     
 -Cześć...- wypowiedziała złamanym ze strachu głosem, niemalże szepcząc.
 -Co tutaj robisz?-spytała z nutą rezygnacji, widząc wcześniejszą reakcję dziewczynki, a raczej jej brak.
 -Gdzie są twoi rodzice? Przyszłaś tutaj z nimi? Wiedzą że tu jesteś? A może przyszłaś z koleżanką? Albo z ciocią, babcią? Jak masz na imię? Słyszysz mnie?- Laura zadawała pytania z prędkością światła, byleby tylko uniknąć krępującej ciszy i panującej wówczas bezsilności i zakłopotania. Jedyną odpowiedzią ze strony ciemnej postaci było spuszczenie głowy tak, że brunetka nie widziała już jej lśniących oczu.       
 -Możesz już sobie iść, nie lubię, kiedy ktoś mnie odwiedza.- wyrzuciła z siebie drobna dziewczynka. W mgnieniu oka podbiegła do zagubionej Laury i boleśnie zraniła ją w szyję. Nie przypominała już osieroconej kilkulatki, była bardziej jak ciemna masa, która ugodziła ją swoimi szponami i jako równie bezkształtna plama rozpłynęła się w powietrzu. Przerażona nastolatka pobiegła do drzwi wyjściowych, które tym razem otworzyły się bez najmniejszego problemu.

 * * *      
Deszcz nieustannie spływał obfitymi strugami po szybach autobusu. Poruszanie się komunikacją miejską w deszczowe, poniedziałkowe popołudnie zdecydowanie nie należy do najprzyjemniejszych. Pomimo dość wczesnej godziny, przez taką pogodę nawet we wrześniu niebo szarzało już po osiemnastej. Laura wsiadła do autobusu na przystanku w centrum miasta. Przedarła się przez wychodzących ludzi i usiadła na siedzeniu w tylnej części autobusu. Założyła słuchawki na uszy i starała się uspokoić wszelkie niepokojące myśli. Ściekająca z jej ubrań woda tworzyła niewielkie kałuże pod jej stopami. Nieszczelne buty dawały o sobie znać; dziewczyna była cała przemoczona i wyziębiona. Marzyła o tym, żeby znaleźć się w domu, pod grubym kocem, z kubkiem gorącej herbaty i dobrą książką w ręku. Niestety, są ważniejsze sprawy, przez które właśnie za wszelką cenę musiała się dostać na drugi koniec miasta.
Po niecałych trzydziestu minutach jazdy w autobusie, brunetka wysiadła na ostatnim przystanku przed zajezdnią. Zapięła ciemnoszarą kurtkę do połowy i włożyła czapkę na głowę. Skierowała się w stronę gęstego lasu i ruszyła szybkim krokiem. Rozmokłe liście i woda w butach niemiłosiernie chlupały, wydając przy tym nieznośny dźwięk. Od kilku dni słabła coraz bardziej, dokładniej od nieszczęśliwej wyprawy do opuszczonego budynku. Kiedy bliżej nieokreślona postać ją zaatakowała, bardzo boleśnie zraniła nastolatkę w szyję. Wskutek tego powstały trzy, niezbyt głębokie, aczkolwiek duże zadrapania. Musiała długo tłumaczyć się rodzicom i znajomym, że "to tylko kot". I tak było to niczym w porównaniu z tym, że w trakcie ataku Laurze zerwał się łańcuszek. Nie wiedziała, czy był to czysty przypadek, czy też został zerwany specjalnie, dla cennego kamienia. Utrzymywał ją przy życiu-odzyskanie go było dla niej niezbędne. Nie potrafiła bez niego normalnie funkcjonować, więc stwierdziła, że najrozsądniejszym wyjściem będzie powrót do nawiedzonego domu.   (cdn.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz