niedziela, 6 grudnia 2015

Emilia Hein. Ryzykowny dar (2/2) - Złoty medal w konkursie literackim: prezent dla Czytelników na Mikołaja



 
 Podczas jedzenia Marcin wstał, podziękował i przeprosił mówiąc, że na chwilę musi wyjść.
Czekała na niego ponad godzinę. Nagle usłyszała trzask. Ściany zaczęły się kurczyć, sufit opadać, chwilę potem wszystko zaczęło się walić. Przerażona, nie wiedziała, co zrobić. Wtem pod nią pojawiła się dziura. … zaczęła spadać. Znalazła się w małym pomieszczeniu przypominającym izolatkę. Ściany były białe. Kobieta zastanawiała się, czy umarła, czy to wszystko się wreszcie skończy. Usłyszała głos – głośny, ciepły głos, który odbijał się echem w pokoju
-Witaj Zosiu.
-Wi...witaj, kim jesteś?
-Jestem, który jestem – odparł.

W tej chwili przerażona Zosia wszystko zrozumiała. Uklęknęła i zaczęła nasłuchiwać.
-To, co teraz zobaczyłaś, to twoja przyszłość – oznajmił głos. –Ale tylko od ciebie zależy, jak to wszystko się potoczy.
-Co mam zrobić? – spytała.
-Musisz się starać, musisz wierzyć, musisz zmotywować swojego męża, a wszystko się ułoży. Jesteś bardzo silna i musisz taka pozostać. Niedługo spotka cię cud, który na zawsze odmieni wasze życie.
-Dziękuję, na pewno będę się starać.
-A teraz wstań i przejdź przez tamte drzwi – w powietrzu ukazała się dłoń wskazująca na ścianę, na której w tym samym momencie ukazały się duże, białe drzwi. Po przekroczeniu ich, Zosia znalazła się w swoim domku, na swojej kanapie, cała oblana potem. Była przerażona. Natychmiast zerwała się z łóżka i pobiegła do kuchni. Zastała tam swojego męża kończącego obiad. Marcin spojrzał na nią dziwnie, po czym spytał, o co chodzi. Wszystko mu opowiedziała. On uważnie jej wysłuchał, po czym dał jej wody i przykrył kocem.

-Kto to był? – spytał mały chłopiec huśtając się na huśtawce.
-To – mój drogi – była twoja mama.

-Już dobrze kochanie, już dobrze, mamusia jest przy tobie - Zosia była świeżo upieczoną mamą, która trzymała na rękach drobne zawiniątko.
Jej mąż rozmawiał z lekarzem.
-Przykro mi, ale państwa syn nie jest całkowicie zdrowy. Cierpi na mózgowe porażenie dziecięce – będzie miał poważne problemy z mową i prawdopodobnie nie będzie chodził.
-Dziękuję panu, zrobimy wszystko, aby był szczęśliwy i żeby wyzdrowiał.
Uścisnął lekarzowi rękę i wrócił do żony. Spojrzał na swojego małego synka i rozpłakał się.

-Dlaczego to zawsze nas spotyka jakieś nieszczęście?!
-Cichooo, mały śpi, chcesz go obudzić?
-Przepraszam… ja po prostu nie daję rady. Mamy za mało pieniędzy, mamy małe dziecko, które jest chore, same nieszczęścia nam się przytrafiają.
-Pieniądze nie są najważniejsze, na razie mamy wszystko, czego nam potrzeba do życia, a Staś to nie jest nieszczęście, to najpiękniejsze, co mogło nam się przytrafić. Musisz zauważać piękno nawet w tak drobnych rzeczach i nawet jeśli wydaje ci się, że to już koniec, zaciśnij  zęby i idź przed siebie, nigdy się nie poddawaj – uścisnęła go.
-Masz rację.

-Marcin, chodź szybko! – w domku rozległ się krzyk Zosi
-Co się stało?!
-Zobacz, jakie Staś maluje piękne obrazy – odparła dumna mama.
-Musisz mnie tak straszyć? Myślałem, że stało się coś poważnego. Masz rację, są piękne – powiedział biorąc do ręki płótno pokryte kolorowymi farbami. – Ma talent po mamie.
Zosia zaczęła przyglądać się obrazowi przedstawiającemu jezioro i las. Poczuła ssanie w żołądku i nagle znalazła się w lesie, naprzeciwko niej w słońcu mieniła się spokojna tafla jeziora. Obok zobaczyła Stasia. Stał na własnych nogach i podśpiewywał.
-Co się stało? Dlaczego chodzisz i śpiewasz?
-Tutaj wszystko jest możliwe, to mój świat, dzięki niemu mogę się z tobą porozumiewać. Dzięki obrazom, moim myślom. Tu zawsze będę mógł się z tobą spotkać.

-Ludzie bardzo chętnie kupują i podziwiają twoje obrazy, masz wielki talent, synku – Marcin uśmiechnął się, był bardzo dumny ze swojego syna. . – Dzięki tobie zrozumiałem, że nie należy wciąż się przejmować, tylko iść naprzód i dążyć do celu. Jeżeli ty sobie poradziłeś, byłeś silny do końca, to ja tym bardziej – łzy napłynęły mu do oczu.
Stał nad grobem Stasia, w ręku trzymając kwiaty i mały obrazek, który kiedyś namalował.
-Dziękuję, bardzo wiele mnie nauczyłeś – uśmiechnął się i odszedł. Wsiadł do samochodu i wrócił do domu. Wszedł na drugie piętro i zaczął dziękować. Zaczął dziękować za wszystko, co go spotkało.

-Widzisz? Jak dobrze, że zaryzykowałem i pojawiłem się w życiu moich rodziców!
-Tak, spisałeś się na medal. Dzięki tobie zaczęli zupełnie inaczej patrzeć na świat.


                                               **************************


1 komentarz:

  1. Ten teks uczy, że proste interpretacje zdarzeń życiowych nie są uprawnione. Zresztą tak naprawdę dopiero w tych rodzinach, gdzie zdarzają się trudne chwile, więzy łączące ludzi są niezwykle silne.

    OdpowiedzUsuń