Zawsze bardzo lubiłem się w tłumaczeniu zjawisk posługiwać
przykładami. No i w kwestii chęci zaangażowania ludzi do (jakiejkolwiek) ciekawej
pracy, ew. jakiegoś wysiłku, takie oto przykłady z życia:
1) Ogłaszasz w dużej organizacji chęć organizacji trudnej
wycieczki górskiej. Na starcie chęć deklaruje dwadzieścia osób, ostatecznie,
jak żądasz twardych zabezpieczeń zgłasza się pięciu. W dniu wyjazdu nagle trzech
zgłasza cuda (chore dziecko, brudny samochód, załamanie psychiczne, cokolwiek).
I zostajesz sam z Krzysiem. Okazuje się, że tylko Krzysiek jest takim samym
idiotą, jak ty, świetnie zna wszystkie szlaki, też planuje wejście na Gerlach z
przewodnikiem, a na Rysach był dwa lata przed tobą. I tu - bez wątpliwości -
tak jest zawsze i w każdej dyscyplinie.
2) Szukałem chętnych do pracy nad konkretnym tekstem
literackim. Rozmawiałem w otoczeniu z nauczycielami z różnych szkół, z
pracownikami naukowymi, z ludźmi zawodowo zajmującymi się pisaniem tekstów, z
kim się da. Wszystko lipa, wszyscy są tak zajęci, że nie ma mowy. Aż znalazłem
osobę, która mówi, że to dla niej bardzo interesujące, nie chce podziękowań,
nie chce nawet gestu w postaci czekoladek, nic. Ona się - bez żartów - po
prostu cieszy, że mogła pomóc. Pracę wykonywała w środku nocy , jak się okazało
między realizacją zainteresowań muzycznych, między własnym doktoratem, między
przeczytanymi innymi książkami, między zaangażowaniem w ... wiele innych projektów.
Miała czas.
C. Northcote Parkinson: „Najbardziej zajęty człowiek to ten, który ma mnóstwo czasu”

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz