sobota, 9 stycznia 2016

Ryzyko "złego" PESELa

Wpadłem na niezbyt mądry pomysł poświęcenia jednego dnia nie na pisanie artykułów, książek, bądź analizę ekonomiczną jakiegoś podmiotu, lecz na start w indywidualnych zawodach sportowych. Nie wygrałem tych zawodów. Nie zająłem nawet miejsca na podium. Wstyd się przyznać, ale daleko było do tego podium. Ostatecznie nie wiem, czy pocieszać się, że liczne dziesiątki zawodników było w jeszcze gorszej formie, czy płakać, że niestety dość liczne grono było w lepszej. Wielu z nich oprócz lepszej formy miało też lepsze PESELe. Ale nie wszyscy.


Człowiek całe życie zmaga się z decyzjami zawierającymi ryzyko. Zgłoszenie się do zawodów to szansa na sukces (bo bez zgłoszenia się go nie odniesie), ale jednocześnie ryzyko porażki. Co wybrać?
Kupno rolek i wyprawa na tor parę lat temu w moim wykonaniu to była szansa na poprawę kondycji i zrzucenie paru kilogramów (które się natychmiast uzupełni piwem), ale też poważne niebezpieczeństwo narażenia się na nieprzychylne komentarze znajomych.
Napisanie książki lub artykułu pod własnym imieniem i nazwiskiem to szansa na fajny odbiór, ale też poważne niebezpieczeństwo otrzymania krytycznego ciosu.

- Maciek, ty to już powinieneś liczyć lata do emerytury - kiedyś usłyszałem od znajomej - a nie ciągle coś wymyślać i szukać czegoś nowego.
Kurczę! Może ona ma rację. Od jutra niczego już nie napiszę.
Ale nie... nie mogę tak. Mam zbyt wiele pomysłów, w tym parę mocno prowokacyjnych (co bardzo lubię) i parę na granicy dobrego humoru i kiepskiego żartu (w zależności od oceny odbiorcy).
Nie odpuszczę.

Maciej Skudlik

Fotografia własna: Talabfahrt Tauplitz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz