niedziela, 22 listopada 2015

Karolina Kutek. Magia harmonii (1/2) - Wyróżnienie za fantazję w konkursie literackim





Opowiem wam historię, która dawno temu przydarzyła się pewnemu rodzeństwu. No może jednak nie aż tak dawno, bo zaledwie cztery lata temu. Nazywali się Kamila i Mikołaj. Byli razem na wakacjach u cioci, która mieszkała w małym miasteczku w egzotycznym kraju, którego nazwy ja sama nie jestem w stanie wymówić, więc nie będę was tym zadręczać. Polecieli tam na tydzień, ponieważ ich ciocia zadzwoniła z prośbą o pomoc, lecz nie wyjaśniła, w jakiej sprawie. Dowiedzieli sie tylko, że potrzebuje dwójki młodych i mądrych ludzi i pomyślała o nich, ponieważ kiedyś opowiadali jej, że interesują się rozwiązywaniem zagadek i lubią poczuć dreszczyk emocji.

Gdy przyjechali pod dom cioci, zostali bardzo gorąco przez nią powitani. Niestety, ku ich zdziwieniu nie było wujka. Kamila spytała się więc cioci, gdzie on jest, lecz ona zignorowała to pytanie. Wskazała im tylko pokoje i powiedziała, że o 17:00 będzie obiad i że wtedy wszystko wyjaśni. Poszli więc do swoich pokoi, żeby się rozpakować i nieco odświeżyć po podróży. Była godzina 16:07, więc mieli wystarczająco dużo czasu. Gdy Kamila skończyła układać ubrania w szafie i kosmetyki na półce w łazience, zerknęła na zegarek i zobaczyła, że brakowało piętnastu  minut do obiadu.  Poszła do brata. On oczywiście już od pół godziny był gotowy i tylko czekał, aż jego siostra skończy się rozpakowywać. Postanowili, że rozejrzą się po domu cioci. Był on wielki,  ponieważ w trakcie sezonu przyjmowała tam  podróżnych. Innymi słowy, prowadziła pensjonat. Lecz w tym roku, jak poinformowała ich przez telefon, nie miała zamiaru przyjmować gości. Zeszli więc na dół, aby zacząć zwiedzanie od początku, lecz w tym momencie ciocia zawołała ich na obiad przygotowany przez Natalię – kucharkę i pomocnicę ciotki.. Zasiedli do stołu i zaczęli jeść. Wszyscy milczeli, dopóki ciocia nie zaczęła tematu.
- Pewnie zastanawiacie się, po co was aż tutaj ściągnęłam? - powiedziała - Otóż mówię. Jesteście bardzo mądrymi młodymi ludźmi. W naszej okolicy ostatnimi czasy dzieją się dziwne rzeczy, a wszystko to przez ciemne stworzenia. 
Rodzeństwo zrobiło dziwną minę. Nie wiedzieli, czy ciocia sobie z nich żartuje, czy mówi na poważnie. Mikołaj zaczął się śmiać, ponieważ nie wierzył w zjawiska nadprzyrodzone. Kamila też w nie nigdy nie wierzyła Wiedziała jednak, że ciocia nie jest szczególnie obdarzona poczuciem humoru i rzuciła bratu spojrzenie, mówiące: „ona może nie żartować". 
Wszyscy nagle zamilkli. Ciocia kontynuowała:
- Tak więc, jak już wcześniej mówiłam - zaczęła z lekką irytacją w głosie - w naszym miasteczku dzieją się ostatnio dziwne rzeczy. Bo widzicie, możecie mi wierzyć lub nie, ale nasza wioska nie jest wcale taka zwykła jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Nasze małe miasteczko zostało założone niegdyś przez bardzo mądrą i dostojną panią. Nie była ona jednak taka jak ci dzisiejsi politycy, otóż była ona wróżkokrewną.
Nagle Kamila jej przerwała:
- Ale co to znaczy? Jak można być jakąś krewną wróżki? Przecież wróżki, to tylko małe wymyślone stworzonka, o których opowiada się bajki małym dziewczynkom!
Ciocia skinęła głową do Natalii, która przyniosła ze swojej sypialni gablotkę. Nie była ona jakoś specjalnie duża, ale do najmniejszych nie należała. W środku były jakieś skrzydła. Nie wyglądały na skrzydła ptaka, a tym bardziej owada. Były bardzo dziwne, pięknie błyszczały, a wielkością najbardziej przypominały skrzydła kolibra.
- Nie liczyłam, że będę wam musiała pokazywać to na samym początku - powiedziała Natalia - są to skrzydła wróżki.. A tak dokładniej to moje skrzydła. - Kamila i Mikołaj zaczęli słuchać z większą uwagą i nawet nie próbowali przerywać - Otóż kiedyś byłam piękną małą wróżką, niestety odebrano mi tę moc i stałam się śmiertelniczką. Oczywiście niezupełnie jest to zgodne z prawdą, gdyż mój jeden rok, to dla was 4 lata, ale i tak zostałam skazana na to, aby kiedyś umrzeć.
Dalej ciągnęła już ciocia:
- Myślę, że już trochę zmieniło się wasze nastawienie, więc mogę mówić dalej. Tak więc ta mądra i dostojna pani nazywała się Monika Burges. Kiedyś uratowała magiczny rezerwat, dlatego dostała od wróżek dar bycia prawie taką jak one. Ale to nie historia na dzisiaj. Założyła wioskę, w której miały panować spokój i harmonia, stale utrzymywane przez magię wróżek. Monika urodziła małą córeczkę, która wraz z genami otrzymała od matki ten sam dar, który ona sama dostała od wróżek. Tak oto z pokolenia na pokolenie władcy naszego miasteczka przekazywali sobie ten dar, aż po dziś dzień. Jednak nie ściągałabym was tutaj gdyby wszystko było w porządku. Ja jako ciotka naszego pana Patryka i jako ostatnia osoba z jego rodziny w tym kraju otrzymałam niedawno list z groźbą. Napisane było:
„Wiemy, że jesteś ostatnią krewną Patryka i jako jedyna posiadasz moc, która może wpuścić ciemność do tej krainy, dlatego uprowadziliśmy twego siostrzeńca i nie uwolnimy go, dopóki nie otworzysz nam wrót."
Niestety list ten nie został podpisany. Wiem tylko, że nie mogę tego zrobić i muszę znaleźć inny sposób na uwolnienie Patryka.- Rodzeństwo zrozumiało wtedy, że tu się zacznie ich zadanie. Nie wiedzieli jednak co mają zrobić. Ciocia wytłumaczyła im tylko, że będą musieli spotkać się z wróżkami i odeszła od stołu. Nazajutrz słońce grzało bardzo mocno i nie zapowiadało się, aby miało nieco ulżyć. Kamila wstała wraz ze wschodem słońca, choć i tak większość nocy nie mogła spać. Za to jej brat nie przejęty specjalnie całą tą sprawą spał jak zabity. Natalia weszła do jej pokoju i spytała czy ma ochotę na śniadanie teraz, czy poczeka na brata. Odpowiedziała, że chętnie zje teraz, ponieważ jest bardzo głodna. Zeszły więc na dół i zjadły razem śniadanie. Podczas posiłku Kamila chciała zebrać jak najwięcej informacji. Dowiedziała się jednak tylko, że jej i Mikołaja zadaniem będzie poprowadzić armię wróżek przeciwko armii ciemności. Nie mówiło jej to zbyt wiele, jednak wiedziała, że będzie musiała podjąć wielkie ryzyko. W tym właśnie momencie zszedł jej brat, który jak zwykle rano był zaspany i nie wiedział co robi. Już chciał usiąść na kanapie i załączyć konsolę, gdy zobaczył uśmiechniętą Natalię i przypomniał sobie, że nie jest u siebie w domu.
- Może herbaty? - spytała i podała mu kubek.
- Z chęcią - odpowiedział Mikołaj i napił się herbaty - To jak? Wiadomo już coś więcej, co mamy robić? - spojrzał w stronę siostry.
Ona opowiedziała mu wszystko czego się dowiedziała. Na koniec Natalia dodała, że ich ciocia czeka na nich w ogrodzie za domem, żeby z nimi porozmawiać. Dokończyli więc śniadanie, szybko się ubrali i pobiegli w stronę miejsca spotkania. Tam ciocia opowiedziała im nieco więcej i wyznaczyła zadanie na dziś. Mieli udać się do miasta, do ratuszu i tam ustalić co się stało z wróżkami pilnującymi harmonii i spokoju. Zaraz gdy ciocia tylko skończyła mówić pobiegli w stronę miasta, słysząc w oddali tylko głos Natalii wołający „uważajcie na siebie". Nie mieli problemu ze znalezieniem ratusza, gdyż była to najwyższa budowla w miasteczku. Pobiegli tam, lecz nie udało im się wejść do środka, gdyż wszystkie drzwi były zamknięte. Nagle Mikołaj zauważył na pierwszym piętrze uchylone okno.
- Hej, Kama! Myślisz, że uda mi się tam wspiąć? - powiedział do siostry.
- Może samemu ci się nie uda, ale może dałbyś radę mnie tam podsadzić. - odpowiedziała mu. Nie do końca spodobał mu się ten plan, gdyż to on miał zgrywać wysportowanego bohatera, a nie jakaś dziewczyna, ale ostatecznie zgodził się na tą opcję. Ustalili, że gdy Kamila wejdzie do środka znajdzie sposób, żeby wpuścić brata. Jednak nie bez powodu drzwi były zamknięte. Gdy tylko dziewczyna weszła przez okno i zniknęła z pola widzenia Mikołaja nie było po niej śladu. Chłopak został na zewnątrz. Usiadł na schodach przy głównych drzwiach i czekał. Kiedyś dostał od cioci pocztówkę miasta, było ono piękne, kolorowe i pełne radości, natomiast teraz tej radości nie było w ogóle. Gdy minęło dwadzieścia minut zaczął się nieco niepokoić o siostrę, więc postanowił spróbować samemu wejść przez okno. Oczywiście parę razy spadł, lecz nie była to zabójcza wysokość, więc nic mu się nie stało. Za którymś razem w końcu udało mu się wejść. (cdn.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz