piątek, 20 listopada 2015

Wiktoria Laskowska. Naszyjnik (2/2)



Laura po raz kolejny przekroczyła próg nawiedzonego budynku. Po tym, co ostatnio ją spotkało miała pewne obawy, ale wiedziała, że musi to zrobić. Od tamtego razu nic się nie zmieniło, podłogi były tak samo brudne, dziury w ścianach miały te same rozmiary, a dach na ostatnim piętrze był niekompletny. Mała szafka nocna również stała na swoim miejscu. Leżał na niej drobny kwiatek; malutka niezapominajka. Wyglądał jak świeżo zerwany, miał wszystkie płatki, listki i bardzo żywe kolory. Brunetka zdziwiła się, ale zostawiła go na miejscu i poszła dalej. 
Po niecałych dwudziestu minutach rozglądania się po budynku, zrezygnowana zeszła na parter. Podczas schodzenia po schodach, zahaczyła ręką o wystający ze ściany kij, o którym kompletnie zapomniała. Przeklęła w myślach i chciała iść dalej, jednak rzuciła szybkie spojrzenie na wmurowany element. Wisiał na nim jej łańcuszek, razem z kamieniem. Był nienaruszony, nieprzerwany, a minerał nawet się nie wyszczerbił. Zadziwiona tym faktem wzięła go do ręki, założyła na szyję i uśmiechnęła
się pod nosem; w końcu nie takie rzeczy w życiu widziała.  
                            
 * * *  
Szczęśliwa nastolatka biegała z prababcią po łące, obie zdrowe i zadowolone swoim towarzystwem. Starsza pani złapała prawnuczkę za rękę, przyciągnęła do siebie i mocno uściskała.
 -Znajdź prawdziwy kamień, zanim będzie za późno...-wyszeptała, i nagle wszystko się urwało.

 * * *
Laura otworzyła oczy. Natychmiastowo poraziło ją zimne, szpitalne światło, więc odruchowo zakryła twarz otwartą dłonią. Delikatnie usiadła na łóżku i rozejrzała się dookoła. Zobaczyła kilka łóżek na kółkach, stojące w rogu parawany i krzątające się w oddali pielęgniarki. Obok niej, na małym, białym krześle siedziała jej mama.                                          
 -I jak się czujesz?-spytała powoli, po kilku sekundach wpatrywania się w córkę.
 -Normalnie, coś się stało? Czemu jestem w szpitalu?
 -Zemdlałaś wczoraj, wystraszyliśmy się i zadzwoniliśmy po karetkę... Na pewno wszystko w porządku? Lekarka powiedziała, że jeśli czujesz się dobrze, możemy wracać do domu. Wstawaj, zrobiłam twoje ulubione ciasto!
 * * *
-Rozumiesz, muszę tam wrócić, inaczej nie wiem co ze mną będzie. Przewrócę się na ulicy i nikt nawet nie będzie wiedział.-Dziewczyna od trzydziestu minut nerwowo chodziła po pokoju zastanawiając się, co powinna zrobić. Zaprosiła swojego najlepszego przyjaciela Alexa, żeby pomógł jej podjąć decyzję.
 -Na pewno chcesz ryzykować? To tylko durny kamień, jeszcze znowu coś ci się stanie. Tak w ogóle to skąd wiesz, że nie znalazłaś prawdziwego?
 -Nic nie dzieje się bez powodu, ja zemdlałam, przyśniła mi się prababcia, wszystko się zgadza. Nie wiem jeszcze, po co miał się przydać temu czemuś, ale w sumie to chyba nieistotne. Muszę go odzyskać, nie pamiętasz, co się bez tego stanie? Nie pomagasz.
 -To za duże ryzyko, jakoś sobie dasz radę, nie możesz znowu tam iść i spotkać... to coś.
 -Ok, podjęłam decyzje, wracam tam. Chodź ze mną, odprowadzisz mnie na przystanek.- rzuciła zakładając buty.
Laura po raz trzeci wyszła z autobusu, przeszła przez las i stanęła przed nawiedzonym budynkiem. Miała szczerą nadzieję, że stoi tam ostatni raz. Zerwała nieprawdziwy amulet z szyi, rzuciła go na ziemię i podeptała. Wzięła głęboki oddech i weszła do środka. Zaczęła się rozglądać po całym domu, tak, jak robiła to za każdym razem. Nie liczyła chyba na odnalezienie szukanej rzeczy, ale na spotkanie z "dziewczynką", jeśli można było to tak nazwać. Chodziła w kółko, najpierw po parterze, weszła wyżej na pierwsze piętro, aż dotarła do samej góry. Podeszła do dziury w dachu, wspięła się na palce i wyjrzała przez nią. Niebo tego dnia było bezchmurne, błękitne, a ptaki radośnie śpiewały i krążyły po niebie. Wtedy, tuż przy brzegu ubytku w dachu zauważyła niezapominajkę; tak samo piękną, jak dwa dni temu. Kiedy stała i zastanawiała się, jak mały kwiatek się tam znalazł, usłyszała trzask dochodzący z niższych pięter. Bez chwili namysłu pobiegła w tym kierunku. Kiedy weszła na schody, spadła w dół z wielkim hukiem; czuła, jakby coś przytrzymało ją, a następnie z wielką siłą popchnęło. Po krótkiej chwili otrzepała się i wstała. Pobiegła na sam parter, gdzie coś z dużą szybkością przebiegło jej przed oczami. Instynktownie skierowała się do pokoju, w którym stała mała szafka z drewna. Nie pomyliła się. Siedziała tam znajoma jej postać. Laura głęboko westchnęła i usiadła na zakurzonej podłodze.
 -Oddasz mi to, co zabrałaś?- spytała z udawaną pewnością w głosie. Wcale nie wiedziała, czy tak było, ale wolała myśleć w ten sposób. Próbowała za wszelką cenę nie patrzeć w jej przenikające, niebieskie oczy; napawały ją jeszcze większym lękiem.
 -Oddałam.- wyszeptała, opuszczając głowę.
 -Nie, a teraz jeszcze w dodatku kłamiesz. Mogłabym wiedzieć, po co był ci potrzebny?-spytała nastolatka, a po jej słowach zapadła głęboka cisza.
 -Nie rozumiesz mnie, masz fajne życie. Też kiedyś takie miałam. Miałam podobny naszyjnik, też mogłam kontrolować rożne siły, których nawet do końca nie rozumiem. Podobało mi się to, ale delikatnie mówiąc, nie byłam na to gotowa. Straciłam kamień, po prostu gdzieś go zgubiłam, nawet nie pamiętam gdzie. I wiesz co? Nie obchodziło mnie to, nie szukałam go, po prostu dalej cieszyłam się moimi nadprzyrodzonymi zdolnościami. Wiedziałam, że szukanie go byłoby trudne, więc bałam się tego podjąć. Wolałam zapomnieć i żyć dalej. Z życiem nie do końca mi wyszło, krótko mówiąc zginęłam, nie miałam już możliwości, żeby się uratować. Narodziłam się na nowo, jakieś sześć lat temu. Dostałam drugą szansę i teraz wiem, że nawet jeśli się boisz, trzeba podjąć ryzyko i spróbować. Ty się nie bałaś, wiedziałaś, że może coś nie wyjść, ale to zrobiłaś. Przepraszam cię za kłopot, chciałam tylko żyć tak jak wcześniej, ale nadal do tego nie dorosłam. Swój kamień znajdziesz w szafce, oddaję to, co zabrałam. Jeszcze raz cię przepraszam, trzymaj się- powiedziała z uśmiechem, po czym jak mgła rozeszła się w powietrzu. Laura jeszcze kilka minut siedziała na ziemi i zastanawiała się nad tym, co powiedziała do niej sześciolatka. Była z siebie dumna, a z drugiej strony bardzo rozczuliła ją opowieść dziewczynki. Wreszcie wstała i podeszła do hebanowej szafki. Otworzyła górną szufladę, w której zobaczyła swój naszyjnik wraz z drobną niezapominajką. Zabrała obie rzeczy i z delikatnym uśmiechem wyszła z budynku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz