Laura po raz kolejny przekroczyła próg nawiedzonego
budynku. Po tym, co ostatnio ją spotkało miała pewne obawy, ale wiedziała, że
musi to zrobić. Od tamtego razu nic się nie zmieniło, podłogi były tak samo
brudne, dziury w ścianach miały te same rozmiary, a dach na ostatnim piętrze
był niekompletny. Mała szafka nocna również stała na swoim miejscu. Leżał na
niej drobny kwiatek; malutka niezapominajka. Wyglądał jak świeżo zerwany, miał
wszystkie płatki, listki i bardzo żywe kolory. Brunetka zdziwiła się, ale
zostawiła go na miejscu i poszła dalej.
Po niecałych dwudziestu minutach rozglądania się po
budynku, zrezygnowana zeszła na parter. Podczas schodzenia po schodach,
zahaczyła ręką o wystający ze ściany kij, o którym kompletnie zapomniała.
Przeklęła w myślach i chciała iść dalej, jednak rzuciła szybkie spojrzenie na
wmurowany element. Wisiał na nim jej łańcuszek, razem z kamieniem. Był
nienaruszony, nieprzerwany, a minerał nawet się nie wyszczerbił. Zadziwiona tym
faktem wzięła go do ręki, założyła na szyję i uśmiechnęła
się pod nosem; w końcu nie takie rzeczy w życiu widziała.
się pod nosem; w końcu nie takie rzeczy w życiu widziała.
* * *
Szczęśliwa nastolatka biegała z
prababcią po łące, obie zdrowe i zadowolone swoim towarzystwem. Starsza pani
złapała prawnuczkę za rękę, przyciągnęła do siebie i mocno uściskała.
-Znajdź prawdziwy kamień, zanim będzie za
późno...-wyszeptała, i nagle wszystko się urwało.
* * *
Laura otworzyła oczy. Natychmiastowo poraziło ją
zimne, szpitalne światło, więc odruchowo zakryła twarz otwartą dłonią.
Delikatnie usiadła na łóżku i rozejrzała się dookoła. Zobaczyła kilka łóżek na
kółkach, stojące w rogu parawany i krzątające się w oddali pielęgniarki. Obok
niej, na małym, białym krześle siedziała jej mama.
-I jak się
czujesz?-spytała powoli, po kilku sekundach wpatrywania się w córkę.
-Normalnie,
coś się stało? Czemu jestem w szpitalu?
-Zemdlałaś
wczoraj, wystraszyliśmy się i zadzwoniliśmy po karetkę... Na pewno wszystko w
porządku? Lekarka powiedziała, że jeśli czujesz się dobrze, możemy wracać do
domu. Wstawaj, zrobiłam twoje ulubione ciasto!
* * *
-Rozumiesz, muszę tam wrócić, inaczej nie wiem co ze
mną będzie. Przewrócę się na ulicy i nikt nawet nie będzie wiedział.-Dziewczyna
od trzydziestu minut nerwowo chodziła po pokoju zastanawiając się, co powinna
zrobić. Zaprosiła swojego najlepszego przyjaciela Alexa, żeby pomógł jej podjąć
decyzję.
-Na pewno
chcesz ryzykować? To tylko durny kamień, jeszcze znowu coś ci się stanie. Tak w
ogóle to skąd wiesz, że nie znalazłaś prawdziwego?
-Nic nie
dzieje się bez powodu, ja zemdlałam, przyśniła mi się prababcia, wszystko się
zgadza. Nie wiem jeszcze, po co miał się przydać temu czemuś, ale w sumie to
chyba nieistotne. Muszę go odzyskać, nie pamiętasz, co się bez tego stanie? Nie
pomagasz.
-To za duże
ryzyko, jakoś sobie dasz radę, nie możesz znowu tam iść i spotkać... to coś.
-Ok, podjęłam
decyzje, wracam tam. Chodź ze mną, odprowadzisz mnie na przystanek.- rzuciła zakładając
buty.
Laura po raz trzeci wyszła z autobusu, przeszła
przez las i stanęła przed nawiedzonym budynkiem. Miała szczerą nadzieję, że
stoi tam ostatni raz. Zerwała nieprawdziwy amulet z szyi, rzuciła go na ziemię
i podeptała. Wzięła głęboki oddech i weszła do środka. Zaczęła się rozglądać po
całym domu, tak, jak robiła to za każdym razem. Nie liczyła chyba na
odnalezienie szukanej rzeczy, ale na spotkanie z "dziewczynką", jeśli
można było to tak nazwać. Chodziła w kółko, najpierw po parterze, weszła wyżej
na pierwsze piętro, aż dotarła do samej góry. Podeszła do dziury w dachu,
wspięła się na palce i wyjrzała przez nią. Niebo tego dnia było bezchmurne, błękitne,
a ptaki radośnie śpiewały i krążyły po niebie. Wtedy, tuż przy brzegu ubytku w
dachu zauważyła niezapominajkę; tak samo piękną, jak dwa dni temu. Kiedy stała
i zastanawiała się, jak mały kwiatek się tam znalazł, usłyszała trzask
dochodzący z niższych pięter. Bez chwili namysłu pobiegła w tym kierunku. Kiedy
weszła na schody, spadła w dół z wielkim hukiem; czuła, jakby coś przytrzymało
ją, a następnie z wielką siłą popchnęło. Po krótkiej chwili otrzepała się i
wstała. Pobiegła na sam parter, gdzie coś z dużą szybkością przebiegło jej
przed oczami. Instynktownie skierowała się do pokoju, w którym stała mała
szafka z drewna. Nie pomyliła się. Siedziała tam znajoma jej postać. Laura
głęboko westchnęła i usiadła na zakurzonej podłodze.
-Oddasz mi
to, co zabrałaś?- spytała z udawaną pewnością w głosie. Wcale nie wiedziała,
czy tak było, ale wolała myśleć w ten sposób. Próbowała za wszelką cenę nie
patrzeć w jej przenikające, niebieskie oczy; napawały ją jeszcze większym
lękiem.
-Oddałam.- wyszeptała,
opuszczając głowę.
-Nie, a teraz
jeszcze w dodatku kłamiesz. Mogłabym wiedzieć, po co był ci potrzebny?-spytała
nastolatka, a po jej słowach zapadła głęboka cisza.
-Nie
rozumiesz mnie, masz fajne życie. Też kiedyś takie miałam. Miałam podobny
naszyjnik, też mogłam kontrolować rożne siły, których nawet do końca nie
rozumiem. Podobało mi się to, ale delikatnie mówiąc, nie byłam na to gotowa.
Straciłam kamień, po prostu gdzieś go zgubiłam, nawet nie pamiętam gdzie. I
wiesz co? Nie obchodziło mnie to, nie szukałam go, po prostu dalej cieszyłam
się moimi nadprzyrodzonymi zdolnościami. Wiedziałam, że szukanie go byłoby
trudne, więc bałam się tego podjąć. Wolałam zapomnieć i żyć dalej. Z życiem nie
do końca mi wyszło, krótko mówiąc zginęłam, nie miałam już możliwości, żeby się
uratować. Narodziłam się na nowo, jakieś sześć lat temu. Dostałam drugą szansę
i teraz wiem, że nawet jeśli się boisz, trzeba podjąć ryzyko i spróbować. Ty
się nie bałaś, wiedziałaś, że może coś nie wyjść, ale to zrobiłaś. Przepraszam
cię za kłopot, chciałam tylko żyć tak jak wcześniej, ale nadal do tego nie
dorosłam. Swój kamień znajdziesz w szafce, oddaję to, co zabrałam. Jeszcze raz
cię przepraszam, trzymaj się- powiedziała z uśmiechem, po czym jak mgła
rozeszła się w powietrzu. Laura jeszcze kilka minut siedziała na ziemi i
zastanawiała się nad tym, co powiedziała do niej sześciolatka. Była z siebie
dumna, a z drugiej strony bardzo rozczuliła ją opowieść dziewczynki. Wreszcie
wstała i podeszła do hebanowej szafki. Otworzyła górną szufladę, w której
zobaczyła swój naszyjnik wraz z drobną niezapominajką. Zabrała obie rzeczy i z
delikatnym uśmiechem wyszła z budynku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz