Zwykły dzień w szkole.
Można powiedzieć, że dzień jak co dzień. Kolejna kartkówka, długa lekcja
fizyki, przerwa, aż w końcu, upragniona przez uczniów klasy 2e LO, luźna lekcja
wychowawcza. Po kilkukrotnej zmianie chorowitej wychowawczyni, klasie zostali
przydzieleni dwaj wychowawcy- uwielbiana przez uczniów pani Iza Judzik i
napakowany i przezabawny, lecz stanowczy pan Tomek Hiner (oboje uczą WF-u). Wychowawcy powiedzieli
co chcieli, uczniowie porozsiadali się w świetlicowych kanapach i zaczęły się
śmiechy i rozmowy o byle czym. Antek, Szymek gadali z Elą i Gabi, Franek i Seba
grali w bilard, a Wiki, Ania, Liza i Gosia usiadły w „gronie” i gadały. Ania
znowu zaczęła pocierać ręką napis na ręce, oczy jej rozbłysły i twarz miała
taką, jakby zobaczyła ducha. Liza, patrząc na to, znów zaczęła się zastanawiać,
co to jest za napis i czemu tak na nią działa. Anka chciała bardzo szybko wyjść
ze świetlicy, ale pani Iza jej zabroniła.
- E… Co? Nie, nic, nic,
tylko… Nie, nic mi nie jest.- coś jednak było nie tak.
Nagle zawiało, mocno
zawiało, co było dziwne bo okna były pozamykane. Dało się wyczuć coś dziwnego w
powietrzu. Wtem wszystko zawirowało i rozbłysnęło oślepiające światło. Pan Hiner
wrzasnął, by wszyscy padli na ziemię i każdy, oprócz Anki, wykonał rozkaz
nauczyciela. Dziewczyn siedziała dalej na swoim miejscu patrząc na źródło
światła z niesamowitym skupieniem. W końcu pochyliła głowę. Trwało to dłuższą
chwilę. Nikt nie umiał się ruszyć, jakby jakaś siła przytrzymywała ich przy
podłodze. Nagle światło uformowało się w coś, co przypominało tunel i wyszły,
albo raczej wypłynęły, z niego trzy ciemne postaci. Jeden z nich, wydawałoby
się, że ich przywódca, wskazał na Anie. W tym momencie na twarzy Anki pojawił
się dziwny uśmieszek, jednocześnie pewny siebie i pozbawiony nadziei. Zamknęła
oczy i… Wszystkim „ urwał się film”.
Co, co się stało? Ał! Moja głowa.
Gdzie my jesteśmy? Z rozmyślania wyrwała ją ręka, która nią
lekko potrząsnęła.
- Liza, obudź się. Liza halo, wstajemy. -głos był lekko przyciszony- Kurcze dziewczyno dawaj!
Liza otwarła oczy. To co, kogo zobaczyła wprawiło ją w osłupienie. Nad nią stała Anka, zakrwawiona, z ranami na twarzy, rękach, poszarpanym ubraniu, jakby lekko przypalonym. Rozejrzała się dookoła. Wszyscy, z którymi była wtedy w świetlicy, podnosili się z podłogi naokoło niej, jednocześnie odwracając wzrok w jej stronę, a raczej w stronę Ani.
-Ej, dziewczyno wstawaj, trzeba się stąd wynosić.- podniosła się i podała przyjaciółce rękę. Następnie rozejrzała się dookoła i przemknęła do najbliższej ściany. Wszyscy powoli wstali i spojrzeli po sobie, a potem na Anię. Ta dała znak by byli cicho. Dotknęła ręką ściany, wyszeptała jakieś dziwne słowa, jej oczy błysnęły fioletem i pokazała by wszyscy poszli za nią, po czym… Przeszła przez ścianę. Wszystkich zamurowało. Chwilę to trwało zanim i oni się odważyli, ale w końcu znaleźli się po drugiej stronie muru. Ania machnęła ręką żeby poszli za nią, pokazując jednocześnie by byli cicho. Weszli do lasu. Liza kątem oka spojrzała na budowlę, którą właśnie opuścili. Wyglądała jak zamek, ale było w nim coś odmiennego, jakby czuła jego energię. Zapuszczali się coraz głębiej w las, nikt się nie odzywał, wszyscy szli jak najciszej mogli, podążając za Anią. Liza nie wiedziała ile już szli- godzinę, dwie, cztery. Była wyczerpana, zresztą jak większość jej towarzyszy. W końcu Anka się zatrzymała. Chwilę stała w miejscu wpatrując się w jeden punkt, później się rozejrzała.
- Bardzo to ryzykowne,
ale nic lepszego nie znajdziemy. – mówiła do siebie. Odwróciła się-Zostaniemy
tu na noc. Potrzebuję dwie osoby do zbierania chrustu.
Gdy gałęzie i liście
były już ułożone w dwie kupki- na ognisko i na zapas, wszyscy usiedli dookoła i
zastanawiali się „ jak ona chce to podpalić?”. Anka usadowiła się między nimi.
Chwilę przyglądała się stercie, aż w końcu zamknęła oczy, wyciągnęła rękę i
wypowiedziała jakieś słowa, których Liza znów nie zrozumiała. Wypowiadając
tajemnicze słowa, spojrzała na stertę przed nią, jej oczy zaświeciły na
fioletowo i ułożone wcześniej patyki buchnęły ogniem. Wszyscy osłupieli.
No
dobra już wiedzą wszystko, ale co dalej? Nie możemy tu zostać, to zbyt duże
ryzyko. Przebywanie w Groncie to duże ryzyko. Ania
nie umiała zasnąć. Kręciła się z boku na bok. W głowie jej szumiało- ze
zmęczenia, które wywołało użycie mocnego zaklęcia kamuflującego, jak też z
ulgi, ale jednocześnie strachu, że klasa zna prawdę. W każdym z nich drzemie magia, każdy ma potencjał, ale nie zdążą
opanować kontroli, więc nie nauczę
ich się samodzielnie bronić i ukrywać.
Czuła się bezradna, ale jednocześnie czuła ogromną ulgę. Wiedzą na czym stoją, że jestem Białą Mistrzynią, że jestem bardzo
potężna i że mogą zginąć w każdym
momencie, a mimo to, nie są źli. Ufają mi, ufają, że ich obronie. Jestem
potężna, ale osłabiona. Mam nadzieję, że dam radę ich ochronić i że wreszcie zakończę tą wojnę, czyli…
zabiję Merkię. Bała się, bardzo się bała, ale wiedziała, że musi to w końcu
nastąpić. Takie jej przeznaczenie, to słowo na jej nadgarstku, „giunqia”,
ryzyko, ryzyko życia w dwóch światach jednocześnie i bycia najpotężniejszym
magiem, jaki chodził po ziemi.
Anka zerwała się na
równe nogi. Szli już dobre trzy godziny, a ona nareszcie znalazła ślad, znalazła
drogę do Terlonu, do miasta gdzie żyją i uczą się tacy jak ona. Ale coś było
nie tak. Nagle zrobiło się cicho, zbyt cicho. Szybko wszyscy zgromadzili się
wokół niej, a ona wzniosłą tarczę anty-magiczną. Coś poruszyło się na drzewie.
Błyskawicznie wystrzeliła pocisk ogłuszający, a zaraz za nim unieruchamiający.
Z drzewa spadł człowiek. Wypowiedziała zaklęcie i sprawdziła, czy tylko on się
tu kręcił. Z ulgą przyznała, że tylko ten typek. Opuściła tarczę i podeszła do
niego. Nie trudno było go rozpoznać. Szpieg
Merkii. Bez wahania odczytała jego myśli. Przejęła pałac. Wszyscy zginęli? Nie. Lencla, Hermin i Kaspros są w
lochach. Dłuższy czas, czyli powinni się już zregenerować. Przy niej samej jest 3 strażników, jeden
przy wejściu do lochów, drugi w środku, jeden informator, nie czekaj, przeze
mnie, ani jeden informator, a reszta… nie żyją, albo są ukryci w tunelach.
Dobrze, że chociaż o tunelach nie wie. Czyli jaki mamy plan? Muszę ich
zaprowadzić do tuneli, uwolnić moich i… pokonać Merkię. Przedstawiła reszcie plan działania, który na ogół wydawał
się prosty, ale tylko się wydawał. Trochę się buntowali, że jej nie zostawią,
że chcą pomóc, lecz kiedy uświadomiła im, że nie mają jak pomóc, odpuścili.
Ruszyli w stronę wejścia do tuneli.
- Nie, zostajecie tutaj
i koniec dyskusji. Muszę to zrobić sama.
- Nie możemy Cię
zostawić, ona zbiła dziesiątki naszych i…
- Koniec dyskusji,
Werio, zostańcie tutaj, zatroszczcie się o moich przyjaciół, a ja wrócę do was
z dobrą nowiną.
- Tylko wróć, jasne?
Ja, nie tylko ja, wszyscy, nie akceptujemy innej opcji. Obiecujesz?
- Obiecuję. (cdn.)

A gdzie tu ryzyko, bo nie widzę. A i fantastyka taka słaba jest.
OdpowiedzUsuńPoza tym podoba mi się :). tylko, czy to na ten Blog?
Wystarczy uruchomić wyobraźnię. Czy to właściwe miejsce? Nie zawsze tekst musi być do bólu merytoryczny, a czasem związku ... trzeba poszukać. Artykułów czysto czerpiących z głównego nurtu jest tu po pachy. Jeśli - jak piszesz - podoba Ci się, to w czym problem. Zresztą, myślę, że warto poczekać na zakończenie. Stereotypy mówią, że dziś szkoła uczy tylko wypełniania "testów". Że ogranicza wyobraźnię. Ten tekst jest najlepszym świadectwem, że to bzdura.
OdpowiedzUsuńCoś ktoś tu się zdenerwował - wyluzujcie Panowie, bo złość piękności szkodzi, a taka agresja, jak w przypadku powyższego posta to nie przystoi nawet w obecności Pani Autorki. Nieładnie, troszkę klasy może!
OdpowiedzUsuń