piątek, 27 listopada 2015

Klaudia Ropel. Nie daj się miłości (1/2) - III miejsce (ex aequo) w konkursie literackim




„Mam dosyć nauki. Jest już czerwiec, więc po co się uczyć? Te studia są beznadziejne, ciągle tylko nauka i nauka … Mam 20 lat i wiem, co mi jest potrzebne w życiu, a co nie.”- pomyślała Diana siedząc i męcząc się nad trudnymi pojęciami z języka polskiego. „Koniec tego! Jest dwudziesta trzecia, nie chce mi się. Idę spać.”-postanowiła.
Następnego dnia jak zwykle o godzinie ósmej siedziała już na swoim miejscu w sali przepełnionej ludźmi. Czekała na wykładowcę. Nagle wszedł jakiś chłopak. Był niezbyt urodziwym szatynem o brązowych oczach. Miał na sobie szarą sportową bluzę i jeansy. Diana nie zwróciła na niego uwagi. Wkrótce  rozmowy ucichły.
-Dzień dobry, usiądźcie.
Diana dopiero teraz zauważyła, że miejsce koło niej jest zajęte. Od razu spojrzała na sąsiednie krzesło. Siedział tam szatyn, na którego wcześniej nie zwróciła uwagi. Była atrakcyjną, szczupłą dziewczyną o długich kruczoczarnych włosach.
Kiedyś siedziała koło niej jej przyjaciółka Paulina, ale krótko przed końcem roku szalenie zakochana w starszym od siebie o 10 lat mężczyźnie opuściła studia. Dziewczyny zawsze rozmawiały w ławce podczas niemiłosiernie nudnych wykładów, dlatego Diana nie chcąc przeżywać kolejny raz w ciszy następnych zajęć zagadała do nieznajomego:
-Hej, jestem Diana
-Cześć.

Diana postanowiła przejąć inicjatywę.
-A ty?
-Co ja?
-Jak się nazywasz ? –powiedziała trochę podirytowana.
-Maksym.
-Ładne imię- odparła, uśmiechając się szeroko. Chłopak nie zareagował. Nawet nie drgnął. Diana się nie poddawała: rozmowa na wykładach  była dla niej stawką większą niż życie.
-Jesteś nowy?- po raz kolejny obdarzyła go szerokim uśmiechem.
-Tak. – Chłopak nie wyrażał żadnych emocji. Dziewczyna poczuła się trochę zmieszana.
-Zaaklimatyzujesz się. To nie gimnazjum, gdzie wszyscy tylko patrzą jak cię ośmieszyć.- Tym razem dziewczyna mimochodem także się uśmiechnęła. Była już po prostu do tego przyzwyczajona.
-Nie boję się nowości. Skąd taki pomysł?
-Nie wiem, jesteś jakiś spięty, czuję się jakbym rozmawiała ze ścianą. Jeszcze ani razu się nie zaśmiałeś. Nie uśmiechnąłeś…
-Po prostu nie mogę…- Diana stanęła w osłupieniu. Tym razem jej też nie było do śmiechu. Chłopak odszedł, a ona zastanawiała się nad sensem tych słów.
Zajęcia minęły. Diana pakowała swoje rzeczy i szykowała się do wyjścia. Idąc na autobus zauważyła Maksyma. Od razu podeszła do szatyna.
-Cześć, witam ponownie- dobierała każe słowo starannie, tak aby do reszty nie zrazić do siebie chłopaka.
-Hej. (Po raz kolejny zupełny brak emocji).
-Przepraszam za wścibstwo, ale zastanawiają mnie twoje słowa: „Po prostu nie mogę”. Masz coś z twarzą, nie możesz się uśmiechać?- Diana ugryzła się w język.
-Nie.
-To o co chodzi?
-Nie powiesz nikomu? Sekret ten mogę wyjawić tylko jednej osobie, a jak na razie jesteś jedyną, która zamieniła ze mną więcej niż dziesięć słów.
Diana zrobiła się czerwona. Była podekscytowana.
-Jasne, nie martw się, i tak pewnie za tydzień o tym zapomnę.
Chłopak przewrócił oczami.
-Od dziecka nie mogłem się uśmiechać, nie wiem, co to radość. Nigdy się nie śmiałem. Nie znam tego uczucia.
Dianę zamurowało.
-Czyli nie wiesz, co to szczęście. Spokojnie, mogę cię nauczyć, ja…
-Chciałbym się tego nauczyć, ale jest tylko jeden sposób. Osoba, której wyjawiłem sekret, musi mi oddać część swojej radości. U niej niczego to nie zmieni, w moim zaś przypadku -  odmieni całe życie.
- To, co do mnie mówisz, brzmi magicznie. Nie wiem czemu, ale masz w sobie coś takiego, że ci wierzę. Oddam ci kawałek tej mojej radości …
-Jest jeden warunek: jeżeli się we mnie zakochasz i mi to powiesz, lub zrobisz cokolwiek, co by na to wskazywało. Rozumiesz - pocałunki i tak dalej… Wtedy to ty już nigdy się nie uśmiechniesz ani nie zaśmiejesz.
-Bez obaw. Według mnie jesteś brzydki, a nawet bardzo brzydki. Ja już mam swojego księcia, potrzebujemy tylko trochę czasu… Nieważne. Jestem gotowa, zgadzam się na te warunki.
-Pewna?
-Tak.
W tym momencie Maksym delikatnie dotknął policzka Diany, a ta lekko drgnęła.
-Już- powiedział
-Już? – To dobrze- odrzekła Diana.
-Podwieźć cię?
-O.K. Niech będzie, i tak mój autobus już odjechał.
Dziewczyna przytuliła się do chłopaka wsiadając na motor i po krótkiej wymianie informacji na temat miejsca zamieszkania, ruszyli. Jechali dosyć szybko. Diana uwielbiała szybka jazdę. Nawet się nie spostrzegła, a byli na miejscu.
-Dziękuję. Było super.
Chłopak nic nie odpowiedział tylko zaczął się głośno śmiać. Dziewczyna spojrzała na niego pytająco.
-Ja nie wiedziałem, że to może sprawiać taką przyjemność, że to może dać tyle radości. Nazywacie to tak ? Nazywacie te uczucia radością, przyjemnością, szczęściem? W takim razie jestem szczęśliwy. Juro też cię zawiozę, zgoda? Po co masz jeździć autobusem, skoro jazda na motorze to taka przyjemność?  Do jutra.
Diana nie zdążyła odpowiedzieć, bo chłopaka już nie było. Uśmiechnęła się tylko do siebie i poszła do domu.
Następnego dnia Maksym czekał pod jej domem. Od tej pory codziennie zawoził i odwoził Dianę do domu. Nadszedł weekend i dziewczyna bardzo się nudziła. Nagle pod swoim blokiem zauważyła motor Maksyma. Zdziwiła się, ale od razu zeszła na dół.
-Co ty tu robisz?- powiedziała, gdy zobaczyła chłopaka.
-Jak to? Czekam na ciebie, żeby cię odwieźć na uczelnię- uśmiechnął się pogodnie.
-Dzisiaj jest sobota- odparła Diana wybuchając śmiechem- ale skoro już tu jesteś, to może się gdzieś przejedziemy?
-Zgoda.
Chwilę później dziewczyna siedziała już na motorze. Jak zwykle pędzili przez ulice. Świat się rozmywał. Dziewczyna co pewien czas zamykała oczy, aby rozkoszować się powiewem wiatru. Nagle ku jej zdziwieniu motor się zatrzymał.
-Co jest?- powiedziała otwierając oczy.
-Jesteśmy na miejscu- odparł chłopak- podoba ci się? Mnie bardzo. Lubię odkrywać różne ciekawe miejsca. Jadę wtedy po prostu przed siebie, nie myślę o niczym. Uwierz, czasami naprawdę ciężko jest potem wrócić do domu. (cdn.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz