„Mam dosyć nauki. Jest
już czerwiec, więc po co się uczyć? Te studia są beznadziejne, ciągle tylko
nauka i nauka … Mam 20 lat i wiem, co mi jest potrzebne w życiu, a co nie.”- pomyślała
Diana siedząc i męcząc się nad trudnymi pojęciami z języka polskiego. „Koniec
tego! Jest dwudziesta trzecia, nie chce mi się. Idę spać.”-postanowiła.
Następnego
dnia jak zwykle o godzinie ósmej siedziała już na swoim miejscu w sali
przepełnionej ludźmi. Czekała na wykładowcę. Nagle wszedł jakiś chłopak. Był niezbyt
urodziwym szatynem o brązowych oczach. Miał na sobie szarą sportową bluzę i
jeansy. Diana nie zwróciła na niego uwagi. Wkrótce rozmowy ucichły.
-Dzień dobry, usiądźcie.
Diana dopiero teraz zauważyła, że
miejsce koło niej jest zajęte. Od razu spojrzała na sąsiednie krzesło. Siedział
tam szatyn, na którego wcześniej nie zwróciła uwagi. Była atrakcyjną, szczupłą
dziewczyną o długich kruczoczarnych włosach.
Kiedyś siedziała koło niej jej
przyjaciółka Paulina, ale krótko przed końcem roku szalenie zakochana w
starszym od siebie o 10 lat mężczyźnie opuściła studia. Dziewczyny zawsze
rozmawiały w ławce podczas niemiłosiernie nudnych wykładów, dlatego Diana nie
chcąc przeżywać kolejny raz w ciszy następnych zajęć zagadała do nieznajomego:
-Hej, jestem Diana
-Cześć.
-A ty?
-Co ja?
-Jak się nazywasz ? –powiedziała
trochę podirytowana.
-Maksym.
-Ładne imię- odparła, uśmiechając
się szeroko. Chłopak nie zareagował. Nawet nie drgnął. Diana się nie poddawała:
rozmowa na wykładach była dla niej stawką
większą niż życie.
-Jesteś nowy?- po raz kolejny
obdarzyła go szerokim uśmiechem.
-Tak. – Chłopak nie wyrażał żadnych
emocji. Dziewczyna poczuła się trochę zmieszana.
-Zaaklimatyzujesz się. To nie
gimnazjum, gdzie wszyscy tylko patrzą jak cię ośmieszyć.- Tym razem dziewczyna
mimochodem także się uśmiechnęła. Była już po prostu do tego przyzwyczajona.
-Nie boję się nowości. Skąd taki
pomysł?
-Nie wiem, jesteś jakiś spięty, czuję
się jakbym rozmawiała ze ścianą. Jeszcze ani razu się nie zaśmiałeś. Nie
uśmiechnąłeś…
-Po prostu nie mogę…- Diana stanęła
w osłupieniu. Tym razem jej też nie było do śmiechu. Chłopak odszedł, a ona
zastanawiała się nad sensem tych słów.
Zajęcia minęły. Diana pakowała
swoje rzeczy i szykowała się do wyjścia. Idąc na autobus zauważyła Maksyma. Od
razu podeszła do szatyna.
-Cześć, witam ponownie- dobierała
każe słowo starannie, tak aby do reszty nie zrazić do siebie chłopaka.
-Hej. (Po raz kolejny zupełny brak
emocji).
-Przepraszam za wścibstwo, ale
zastanawiają mnie twoje słowa: „Po prostu nie mogę”. Masz coś z twarzą, nie
możesz się uśmiechać?- Diana ugryzła się w język.
-Nie.
-To o co chodzi?
-Nie powiesz nikomu? Sekret ten
mogę wyjawić tylko jednej osobie, a jak na razie jesteś jedyną, która zamieniła
ze mną więcej niż dziesięć słów.
Diana zrobiła się czerwona. Była
podekscytowana.
-Jasne, nie martw się, i tak pewnie
za tydzień o tym zapomnę.
Chłopak przewrócił oczami.
-Od dziecka nie mogłem się
uśmiechać, nie wiem, co to radość. Nigdy się nie śmiałem. Nie znam tego
uczucia.
Dianę zamurowało.
-Czyli nie wiesz, co to szczęście. Spokojnie,
mogę cię nauczyć, ja…
-Chciałbym się tego nauczyć, ale
jest tylko jeden sposób. Osoba, której wyjawiłem sekret, musi mi oddać część
swojej radości. U niej niczego to nie zmieni, w moim zaś przypadku - odmieni całe życie.
- To, co do mnie mówisz, brzmi
magicznie. Nie wiem czemu, ale masz w sobie coś takiego, że ci wierzę. Oddam ci
kawałek tej mojej radości …
-Jest jeden warunek: jeżeli się we
mnie zakochasz i mi to powiesz, lub zrobisz cokolwiek, co by na to wskazywało.
Rozumiesz - pocałunki i tak dalej… Wtedy to ty już nigdy się nie uśmiechniesz
ani nie zaśmiejesz.
-Bez obaw. Według mnie jesteś
brzydki, a nawet bardzo brzydki. Ja już mam swojego księcia, potrzebujemy tylko
trochę czasu… Nieważne. Jestem gotowa, zgadzam się na te warunki.
-Pewna?
-Tak.
W tym momencie Maksym delikatnie
dotknął policzka Diany, a ta lekko drgnęła.
-Już- powiedział
-Już? – To dobrze- odrzekła Diana.
-Podwieźć cię?
-O.K. Niech będzie, i tak mój autobus
już odjechał.
Dziewczyna przytuliła się do
chłopaka wsiadając na motor i po krótkiej wymianie informacji na temat miejsca
zamieszkania, ruszyli. Jechali dosyć szybko. Diana uwielbiała szybka jazdę.
Nawet się nie spostrzegła, a byli na miejscu.
-Dziękuję. Było super.
Chłopak nic nie odpowiedział tylko
zaczął się głośno śmiać. Dziewczyna spojrzała na niego pytająco.
-Ja nie wiedziałem, że to może sprawiać
taką przyjemność, że to może dać tyle radości. Nazywacie to tak ? Nazywacie te
uczucia radością, przyjemnością, szczęściem? W takim razie jestem szczęśliwy.
Juro też cię zawiozę, zgoda? Po co masz jeździć autobusem, skoro jazda na
motorze to taka przyjemność? Do jutra.
Diana nie zdążyła odpowiedzieć, bo
chłopaka już nie było. Uśmiechnęła się tylko do siebie i poszła do domu.
Następnego dnia Maksym czekał pod jej
domem. Od tej pory codziennie zawoził i odwoził Dianę do domu. Nadszedł weekend
i dziewczyna bardzo się nudziła. Nagle pod swoim blokiem zauważyła motor
Maksyma. Zdziwiła się, ale od razu zeszła na dół.
-Co ty tu robisz?- powiedziała, gdy
zobaczyła chłopaka.
-Jak to? Czekam na ciebie, żeby cię
odwieźć na uczelnię- uśmiechnął się pogodnie.
-Dzisiaj jest sobota- odparła Diana
wybuchając śmiechem- ale skoro już tu jesteś, to może się gdzieś przejedziemy?
-Zgoda.
Chwilę później dziewczyna siedziała
już na motorze. Jak zwykle pędzili przez ulice. Świat się rozmywał. Dziewczyna
co pewien czas zamykała oczy, aby rozkoszować się powiewem wiatru. Nagle ku jej
zdziwieniu motor się zatrzymał.
-Co jest?- powiedziała otwierając
oczy.
-Jesteśmy na miejscu- odparł
chłopak- podoba ci się? Mnie bardzo. Lubię odkrywać różne ciekawe miejsca. Jadę
wtedy po prostu przed siebie, nie myślę o niczym. Uwierz, czasami naprawdę
ciężko jest potem wrócić do domu. (cdn.)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz