Dziewczyna nic nie odpowiedziała.
Rozejrzała się dookoła. Było naprawdę pięknie. Wokoło niej rozciągała się łąka. Było
tu chyba kilkanaście rodzajów kwiatów. Poczynając od stokrotek, a na tulipanach
kończąc. Kilka metrów od niej znajdowało się małe jeziorko.
-Uwielbiam takie miejsca…
-A lubisz róże?
-Tak.
-To uważaj, bo je zaraz podepczesz.
Diana spojrzała pod nogi. Oboje wybuchnęli
głośnym śmiechem.
-Ha, ha, ha, nie jestem aż taka
brutalna.
-A widziałaś kiedyś fioletowe
róże?- spytał chłopak.
-Nie, nigdy, a istnieją
takie?-odparła zaciekawiona Diana.
-Oczywiście. W takim razie chodź,
pokażę ci je.
Maksym zaprowadził Dianę do miejsca, w którym rosły niespotykane róże. Dziewczyna była zachwycona. Dwie godziny później byli z powrotem przed domem Diany.
-Dziękuję ci-powiedziała, gdy
zsiadała z motoru- Może kiedyś znowu gdzieś pojedziemy? Pokażesz mi wtedy inne
miejsca.
-Może za tydzień? O tej samej porze
będę na ciebie czekał pod blokiem- uśmiechnął się promiennie.
-O.K. To do zobaczenia w
poniedziałek, muszę ci chyba oddawać za benzynę.
-Przestań, gdybym nie chciał, to
bym cię nie zawoził. Na razie.
-Pa…
Tydzień później chłopak czekał na
Dianę w umówionym miejscu. Dziewczyna zeszła na dół i ku jej zdziwieniu po
motorze nie było śladu.
-Hej, co zrobiłeś z motorem?
-Nic. Po prostu dzisiaj przesiadamy
się na rowery. Nie byłem pewien, czy
masz, więc wolałem przytargać dwa. Proszę, ten jest dla ciebie- powiedział,
podając dziewczynie rower. Po chwili zaczął się śmiać.
-Z czego się śmiejesz?- skarciła go
Diana.
-Po prostu twoja mina była
bezcenna. „Co to jest, chcesz mnie zabić?”- chłopak zademonstrował minę
dziewczyny. Oboje wybuchnęli śmiechem.
Po krótkich prośbach, dziewczyna
zgodziła się przejechać. Jechali krętą drogą, kiedy w końcu ich oczom ukazała
się mała kamienna plaża z dużym, niemalże przezroczystym jeziorem. Było ono
chyba z dziesięć razy większe od poprzedniego.
-To jest kolejne z twoich pięknych
miejsc?– spytała Diana, ciężko sapiąc.
-Tak, to moje ulubione. Chyba nie przepadasz
za jazdą na rowerze, co?- powiedział chłopak z uśmiechem.
-Kpisz sobie ze mnie?- krzyknęła
Diana.
-Skąd, jakbym śmiał?- odparł Maksym. Diana pod
wpływem impulsu wepchnęła chłopaka do
wody. Maksym tracąc równowagę wpadł pod taflę. Dziewczyna patrzyła, czekając aż
się wynurzy. Po dłuższym czasie wystraszona wbiegła do wody w miejscu, gdzie
chłopak zniknął.
-Maks, Maks!- krzyczała. Nagle chłopak
wynurzył się.
-Bardzo śmieszne- krzyknęła Diana- Wystraszyłam
się. Oh, nie oddzywaj się do mnie!
-Dobrze, jak wolisz.
Po chwili dziewczynie przypomniały
się nudne wykłady.
-Już dobrze, nie obrażę się jeżeli
powiesz mi prawdę. Obiecaj że nie będziesz się śmiał.
-Obiecuję.
-Jesteś syreną? Bo wiesz, tak długo
wytrzymałeś pod wodą, że niejeden by się utopił.
-Nie, uroczyście przysięgam że nie
jestem syreną.
-Dlaczego się nie śmiejesz z mojego
pytania? Ono było żałosne.- powiedziała.
-Obiecałem.
-Czyli to wszystko ciężka praca, to
długie nurkowanie. Jazda na rowerze bez ani jednego sapnięcia?- spytała pełna
podziwu Diana.
-Tak. Nie inaczej. Weź to-
powiedział, sięgając do plecaka.
-Dziękuje- odpowiedziała dziewczyna
odbierając ciepłą bluzę.- Od razu mi lepiej. Chyba musimy się zbierać, bo z moim
tempem ślimaka szybko nie dojedziemy. Zachichotali.
Cztery dni później, Maksym jak
zwykle czekał na swoim motorze przed blokiem Diany, aby odwieźć ją na uczelnię.
-Hej, Maks- powiedziała, witając
się z chłopakiem- Dzisiaj naprawdę nie chce mi się uczyć. Może zrobimy sobie
wagary? Tylko raz, proszę.
-Nie ma sprawy, mam akurat trudne
kolokwium, na które nie zdążyłem się nauczyć. Więc czemu nie?- odpowiedział
obdarzając dziewczynę szerokim uśmiechem.
Postanowili, że najpierw pójdą na
pizzę, a potem udadzą się do jednego z magicznych miejsc Maksyma. Po zjedzeniu
pizzy Maksym czekał w kolejce, żeby zapłacić, Diana natomiast wyszła z lokalu, by się
przewietrzyć, ponieważ od zapachu spalenizny zrobiło jej się niedobrze. Nagle
podeszła do niej piątka wysportowanych chłopaków. Dziewczyna rozejrzała się
dookoła, nikogo prócz nich nie było. Wystraszona postanowiła wycofać się do lokalu, jednak za
plecami usłyszała męski głos:
-Gdzie ci tak śpieszno panienko? My
chcemy się tylko zabawić.- W tym momencie jakiś mężczyzna chwycił ją za włosy.
Diana wydała z siebie dziwny pisk. Drugi napastnik zatkał jej usta ręką.
Dziewczyna nie umiała złapać powietrza. Nagle z lokalu wyszedł Maksym, a gdy
zobaczył, co się dzieje z Dianą, rzucił się na jednego z mężczyzn. Ten uderzył
go w twarz. Z pizzerii zbiegli się ludzie i natychmiast zadzwonili po policję i
pogotowie. Maksyma zawieziono do szpitala.
Miał rozległe obrażenia i dlatego
przez dwa tygodnie nie mógł chodzić na uczelnię. Diana postanowiła go
odwiedzić, by przynieść mu notatki. Adres podała jej nauczycielka. Dziewczyna
znała tę ulicę, dlatego nie musiała jej długo szukać.
-Cześć, jak się czujesz?- spytała,
gdy Maksym otworzył jej drzwi.
-Cześć, dobrze- uśmiechnął się.
Dziewczyna weszła do środka. Bardzo
spodobało jej się to mieszkanie. Jej uwagę zwróciła sterta papieru leżąca na
biurku.
-Co to jest?- spytała, przeglądając
kartki.- Piszesz wiersze? Są piękne.
-To są piosenki- sprostował
chłopak.
Dziewczyna spojrzała w kąt. Stała
tam gitara.
-Zaśpiewasz mi jedną?- spytała
-Jeżeli chcesz…- odpowiedział,
sięgając po sprzęt.
Diana położyła głowę na kolanach chłopaka
i wsłuchała się w jego lekko zachrypnięty głos. Gdy skończył, spojrzała na
niego. To nie był ten sam chłopak. Gdy tak przed nią siedział, zrozumiała, że
był kimś z jej marzeń. Pochyliła się nad jego twarzą, jednak Maksym gwałtownie
się odsunął.
-Nie możesz tego zrobić, przecież
wiesz…
-Może już nigdy się nie uśmiechnę
ani nie zaśmieję, ale wiem, co to jest radość i szczęście, a tego nie mogą mi
zabrać…- odparła, składając na jego ustach słodki pocałunek.
Dziękuję za ten cykl! Fajne
OdpowiedzUsuń