niedziela, 29 listopada 2015

Klaudia Ropel. Nie daj się miłości (2/2)



Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Rozejrzała się dookoła. Było naprawdę  pięknie. Wokoło niej rozciągała się łąka. Było tu chyba kilkanaście rodzajów kwiatów. Poczynając od stokrotek, a na tulipanach kończąc. Kilka metrów od niej znajdowało się małe jeziorko.
-Uwielbiam takie miejsca…
-A lubisz róże?
-Tak.
-To uważaj, bo je zaraz podepczesz.
Diana spojrzała pod nogi. Oboje wybuchnęli głośnym śmiechem.
-Ha, ha, ha, nie jestem aż taka brutalna.
-A widziałaś kiedyś fioletowe róże?- spytał chłopak.
-Nie, nigdy, a istnieją takie?-odparła zaciekawiona Diana.
-Oczywiście. W takim razie chodź, pokażę ci je.

Maksym zaprowadził Dianę do miejsca, w którym rosły niespotykane róże. Dziewczyna była zachwycona. Dwie godziny później byli z powrotem przed domem Diany.
-Dziękuję ci-powiedziała, gdy zsiadała z motoru- Może kiedyś znowu gdzieś pojedziemy? Pokażesz mi wtedy inne miejsca.
-Może za tydzień? O tej samej porze będę na ciebie czekał pod blokiem- uśmiechnął się promiennie.
-O.K. To do zobaczenia w poniedziałek, muszę ci chyba oddawać za benzynę.
-Przestań, gdybym nie chciał, to bym cię nie zawoził. Na razie.
-Pa…
Tydzień później chłopak czekał na Dianę w umówionym miejscu. Dziewczyna zeszła na dół i ku jej zdziwieniu po motorze nie było śladu.
-Hej, co zrobiłeś z motorem?
-Nic. Po prostu dzisiaj przesiadamy się  na rowery. Nie byłem pewien, czy masz, więc wolałem przytargać dwa. Proszę, ten jest dla ciebie- powiedział, podając dziewczynie rower. Po chwili zaczął się śmiać.
-Z czego się śmiejesz?- skarciła go Diana.
-Po prostu twoja mina była bezcenna. „Co to jest, chcesz mnie zabić?”- chłopak zademonstrował minę dziewczyny. Oboje wybuchnęli śmiechem.
Po krótkich prośbach, dziewczyna zgodziła się przejechać. Jechali krętą drogą, kiedy w końcu ich oczom ukazała się mała kamienna plaża z dużym, niemalże przezroczystym jeziorem. Było ono chyba z dziesięć razy większe od poprzedniego.
-To jest kolejne z twoich pięknych miejsc?– spytała Diana, ciężko sapiąc.
-Tak, to moje ulubione. Chyba nie przepadasz za jazdą na rowerze, co?- powiedział chłopak z uśmiechem.
-Kpisz sobie ze mnie?- krzyknęła Diana.
-Skąd,  jakbym śmiał?- odparł Maksym. Diana pod wpływem impulsu  wepchnęła chłopaka do wody. Maksym tracąc równowagę wpadł pod taflę. Dziewczyna patrzyła, czekając aż się wynurzy. Po dłuższym czasie wystraszona wbiegła do wody w miejscu, gdzie chłopak zniknął.
-Maks, Maks!- krzyczała. Nagle chłopak wynurzył się.
-Bardzo śmieszne- krzyknęła Diana- Wystraszyłam się. Oh, nie oddzywaj się do mnie!
-Dobrze, jak wolisz.
Po chwili dziewczynie przypomniały się nudne wykłady.
-Już dobrze, nie obrażę się jeżeli powiesz mi prawdę. Obiecaj że nie będziesz się śmiał.
-Obiecuję.
-Jesteś syreną? Bo wiesz, tak długo wytrzymałeś pod wodą, że niejeden by się utopił.
-Nie, uroczyście przysięgam że nie jestem syreną.
-Dlaczego się nie śmiejesz z mojego pytania? Ono było żałosne.- powiedziała.
-Obiecałem.
-Czyli to wszystko ciężka praca, to długie nurkowanie. Jazda na rowerze bez ani jednego sapnięcia?- spytała pełna podziwu Diana.
-Tak. Nie inaczej. Weź to- powiedział, sięgając do plecaka.
-Dziękuje- odpowiedziała dziewczyna odbierając ciepłą bluzę.- Od razu mi lepiej. Chyba musimy się zbierać, bo z moim tempem ślimaka szybko nie dojedziemy. Zachichotali.
Cztery dni później, Maksym jak zwykle czekał na swoim motorze przed blokiem Diany, aby odwieźć ją na uczelnię.
-Hej, Maks- powiedziała, witając się z chłopakiem- Dzisiaj naprawdę nie chce mi się uczyć. Może zrobimy sobie wagary? Tylko raz, proszę.
-Nie ma sprawy, mam akurat trudne kolokwium, na które nie zdążyłem się nauczyć. Więc czemu nie?- odpowiedział obdarzając dziewczynę szerokim uśmiechem.
Postanowili, że najpierw pójdą na pizzę, a potem udadzą się do jednego z magicznych miejsc Maksyma. Po zjedzeniu pizzy Maksym czekał w kolejce, żeby zapłacić,  Diana natomiast wyszła z lokalu, by się przewietrzyć, ponieważ od zapachu spalenizny zrobiło jej się niedobrze. Nagle podeszła do niej piątka wysportowanych chłopaków. Dziewczyna rozejrzała się dookoła, nikogo prócz nich nie było. Wystraszona  postanowiła wycofać się do lokalu, jednak za plecami usłyszała męski głos:
-Gdzie ci tak śpieszno panienko? My chcemy się tylko zabawić.- W tym momencie jakiś mężczyzna chwycił ją za włosy. Diana wydała z siebie dziwny pisk. Drugi napastnik zatkał jej usta ręką. Dziewczyna nie umiała złapać powietrza. Nagle z lokalu wyszedł Maksym, a gdy zobaczył, co się dzieje z Dianą, rzucił się na jednego z mężczyzn. Ten uderzył go w twarz. Z pizzerii zbiegli się ludzie i natychmiast zadzwonili po policję i pogotowie. Maksyma zawieziono do szpitala.
Miał rozległe obrażenia i dlatego przez dwa tygodnie nie mógł chodzić na uczelnię. Diana postanowiła go odwiedzić, by przynieść mu notatki. Adres podała jej nauczycielka. Dziewczyna znała tę ulicę, dlatego nie musiała jej długo szukać.
-Cześć, jak się czujesz?- spytała, gdy Maksym otworzył jej drzwi.
-Cześć, dobrze- uśmiechnął się.
Dziewczyna weszła do środka. Bardzo spodobało jej się to mieszkanie. Jej uwagę zwróciła sterta papieru leżąca na biurku.
-Co to jest?- spytała, przeglądając kartki.- Piszesz wiersze? Są piękne.
-To są piosenki- sprostował chłopak.
Dziewczyna spojrzała w kąt. Stała tam gitara.
-Zaśpiewasz mi jedną?- spytała
-Jeżeli chcesz…- odpowiedział, sięgając po sprzęt.
Diana położyła głowę na kolanach chłopaka i wsłuchała się w jego lekko zachrypnięty głos. Gdy skończył, spojrzała na niego. To nie był ten sam chłopak. Gdy tak przed nią siedział, zrozumiała, że był kimś z jej marzeń. Pochyliła się nad jego twarzą, jednak Maksym gwałtownie się odsunął.
-Nie możesz tego zrobić, przecież wiesz…
-Może już nigdy się nie uśmiechnę ani nie zaśmieję, ale wiem, co to jest radość i szczęście, a tego nie mogą mi zabrać…- odparła, składając na jego ustach słodki pocałunek.

1 komentarz: