wtorek, 29 grudnia 2015

Kosztowne obiekty i kosztowne drużyny



Przegląd prasy w temacie ekonomii klubów piłkarskich w Polce przynosi następujące wieści:

1)    GÓRNIK ŁĘCZNA
„Przede wszystkim do świąt ma się okazać, czy nowy właściciel Kopalni Bogdanka – Enea da pieniądze na klub. Jest to niezwykle ważne dla losów klubu z Lubelszczyzny. W minionym roku środki z kopalni stanowiły bowiem blisko połowę budżetu, czyli 5,5 mln zł.”

2)      ŚLĄSK WROCŁAW
„Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz ogłosił na Twitterze, że miasto jest bardzo bliskie porozumienia z Wrocławskim Konsorcjum Sportowym w sprawie odsprzedaży akcji piłkarskiego Śląska Wrocław. (…) Informację potwierdził nam też Rafał Holanowski z Supra Brokers, jednego z członków Wrocławskiego Konsorcjum Sportowego.
- Jesteśmy bardzo blisko, chociaż nie chciałbym mówić o szczegółach. W każdym razie rozmawiamy tylko o Śląsku, a nie o stadionie - powiedział nam w krótkiej telefonicznej rozmowie. Początkowo bowiem WKS wyrażało chęć dzierżawy Stadionu Wrocław i przejęcia jego zarządzania. Jednak w złożonej kilka dni temu miastu ofercie, konsorcjum odstąpiło od tego pomysłu.”
W innym miejscu, czytamy, że zarówno klub, jak i stadion, to tzw. studnie bez dna (finansowo).

KOMENTARZ

Finansowanie klubów sportowych i obiektów sportowych przez jednostki samorządowe, spółki uzależnione od Skarbu Państwa oraz od gmin stało się standardem. Jeśli dana gmina ma zaszczyt posiadać klub ekstraklasy lub na przykład pierwszej lub drugiej ligi, wówczas ma też problem finansowy. Spór, czy jest to sytuacja właściwa, jest bardzo trudny do rozstrzygnięcia i zależy od punktu widzenia. Ja starłem się na tym tle nawet na gruncie rodzinnym.
Bliska mi osoba (też kibic) ogłosiła, że to normalne, bo ktoś przecież musi te kluby utrzymać, kiedyś to robiły zjednoczenia i duże zakłady państwowe, to teraz ten (przypominam!) zaszczyt spadł na gminy i spółki Skarbu Państwa. Przecież same się nie utrzymają.
Ja z kolei uważam, że … jak najbardziej mogłyby się same utrzymać. W końcu działanie matematyczne typu kasa z C+ plus kasa z biletów minus wydatki organizacyjne może ciągle dawać kilkumilionową wartość. Nie widzę powodu, dla którego kopacz Kucharczyk, przedstawiciel Wielkiej Legii (zlanej dwukrotnie przez rezerwy Napoli), który nie potrafi trafić do pustej bramki (polecam filmik na Weszło), musi być jednym z istotnych konsumentów ponad 100-milionowego budżetu tego klubu. Niedawno z zapałem kibicowskim oglądałem w TV mecz pomiędzy Termaliką i Ruchem. Spotkanie przyniosło jedną (trzeba przyznać piękną) bramkę po strzale zza pola karnego i … tyle. Liczba celnych strzałów wg statystyk Sportu to odpowiednio 1 dla gospodarzy i 2 (w tym gol) dla gości. Niezwykle zapracowani bramkarze obronili więc po 1 strzale. Nie ma co, widowisko, jak się patrzy. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego w interesie publicznym jest, aby talent np. strzelca gola Kamila Mazka się rozwijał. Powinno to być w interesie trenera, właścicieli klubu oraz przede wszystkim samego piłkarza. Jeśli będzie ciężko pracował, nie trafi po drodze do Legii (bo etap kariery w tym klubie kładzie niemal każdy wyróżniający się talent naszej ligi), będzie coraz lepszy, to może kiedyś trafi do Realu Madryt. To winno być jego ryzyko, jego ewentualny zysk lub – jeśli się nie uda – jego ewentualna porażka. Jego, a nie np. miasta i gminy Chorzów.  Takie jest moje zdanie, ale nie jest ono – jak wiadomo – powszechne.

Maciej Skudlik

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz