niedziela, 16 października 2016

Nowe ryzyko: molestowanie werbalne w pracy! Skandal? To takich skandali winno być miliony!

Czytając wczorajszy Dziennik Zachodni natknąłem się na artykuł o jakże krzyczącym tytule: "Skandal obyczajowy na Uniwersytecie Śląskim". Brzmi nieźle i całkiem tabloidowo, przyznacie Państwo, prawda? Ale głębsza lektura jednakże składnia do refleksji: chodzi o molestowanie werbalne. Po prostu wykładowca rzucił do studentki niesmacznym żartem, a ta zrobiła z tego aferę.
"Sprawą zainteresowała się Kamila Kuryło, założycielka "Codziennika Feministycznego", która zbiera petycję o ukaranie wykładowcy." Dalej można wyczytać, że żartowniś zostanie prawdopodobnie odsunięty od wykładów na dwa lata.

Nie da się ukryć, że świat w swoim dążeniu do wszelkiej równości, demokracji i ochronie przed negatywnymi zjawiskami poszedł dość daleko.
Stanę tu w obronie człowieka, którego nie znam. Sorry, Drogie Czytelniczki, bo dla Was ten fragment, ale ja nadal widzę dużą różnicę między czynem rzeczywiście szkodliwym, a czynem mniejszej wagi. Wydaje mi się, że 70 lat pokoju wielu feministkom świata zachodniego pomieszało w głowach. Czy naprawdę nie widzicie różnicy między brutalnym gwałtem (a takie miały miejsca masowo na Śląsku, jak wkroczyła Armia Czerwona) a molestowaniem ... werbalnym. Czy naprawdę nie widzicie różnicy, między zmuszeniem studentki do seksu za oceny (a takie rzeczy też miały i pewnie mają miejsce) a molestowaniem ... werbalnym? Dla uzmysłowienia sobie, co oznacza molestowanie rzeczywiste, zapraszam do Republiki Federalnej do obozu dla "uchodźców".

Autorytet wykładowcy powoli zaczyna leżeć w gruzach. To po części wina samych wykładowców, fakt. Ale to też wina coraz lepiej uświadomionych życiowo i prawnie studentów, którzy zaczynają wymagać "ludzkiego traktowania" i przestrzegania "norm europejskich".

W tle widać co najmniej dwa ryzyka mocno ze sobą powiązane:
Pierwszy: RYZYKO PRAWNE!

Zdarzenie prawne rodzi skutek. Uaktywnią się działy zajmujące się zgodnością funkcjonowania organizacji z normami prawnymi. Działy ryzyka wskażą natomiast na istnienie czerwonego sygnału. Jest oczywiste, że żaden pracodawca nie chce stać się przedmiotem widowiskowego procesu sądowego. W ślad za jedną, drugą i nie daj Boże trzecią taką pokazówką, firmy zaczną wymagać od swoich pracowników oświadczeń, że przenigdy nie dostrzegą w kobiecie kobiety oraz przeprowadzą szkolenia przeciwdziałające molestowaniu werbalnemu.

Drugi: RYZYKO DLA ... KOBIET!

Proszę Państwa! Według wszelkich praw psychologicznych (o czym już pisałem: Trochę psychologii na naszym blogu. Warto znać "przeciwnika". W życiu prywatnym i w biznesie), taka jednostka, jak kobieta, charakteryzuje się pewnymi cechami. Między innymi lubi komplementy.
- Cześć Gośka/Magda/Anka/niewłaściwe skreślić, ale ładnie dziś wyglądasz w pracy! Super fryzura!- przyznajcie drogie Panie, która z Was nie chciałaby tego usłyszeć od kolegi?
Tylko, że po takiej pokazówce to się może definitywnie skończyć. Mężczyźni w pracy zaczną Was traktować tak, jak tego chcecie. Bezosobowo! Nigdy, przenigdy, nie zauważą w Was osobnika płci przeciwnej, oni będą widzieli tylko i zawsze bezosobowego współpracownika. To jedno!

Drugie - pojawia się też pytanie: co ma zrobić stara panna, o przepraszam, wyzwolona singielka z własnego wyboru, jak peroruje otoczeniu, która wyszła już ze studiów (naturalny rynek matrymonialny) i szuka teraz ... jakiegokolwiek faceta? W pracy już go nie znajdzie, bo faceci będą ją ignorować. Rozejrzyjcie się Drodzy Czytelnicy dookoła i sprawdźcie, czy wśród znanych Wam małżeństw nie ma przypadkiem takich, w których mąż i żona poznali się ... w pracy? Daję głowę, że są!

Trzeci - kolejny aspekt, jest jeszcze groźniejszy dla kobiet: rządzący firmami mężczyźni (a tak często jest) dla uniknięcia ryzyka prawnego zaczną zatrudniać do pracy głównie lub tylko ... innych mężczyzn! Będzie bezpiecznie! A rządzące firmami kobiety nadal nie będą zatrudniały kobiet, bo: Ona ma dwóch wielkich wrogów.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz